* Info

* Tematy

* Filmy

* Muzyka

* Kącik dla dzieci

* Kluby

* Informacje

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae Caelestis, satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen.

Autor Wątek: Ewolucja spłuczki klozetowej - czyli Quo Vadis człowieku  (Przeczytany 1225 razy)

Offline Sokół z Camelot

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 30
Najpierw miałem to napisać w dziale "Zdrowie i medycyna", ale stwierdziłem, że to jednak problem egzystencjalny ;). Więc o co chodzi?

Oto na zdjęciu moja prywatna publiczna spłuczka klozetowa. Za chwilę wyjaśnię co jest w niej takiego zabójczego. Zacznijmy jednak od tego, że dawniej ludzie bez spłuczek klozetowych wcale nie cierpieli, bo był wychodek albo dół i... bez spłuczki czerpali przyjemność z... Ale człowiek zawsze dążył do konformizmu i wygodnictwa - więc wkrótce zaczął używać.. wiadra z wodą - i to była pierwsza spłuczka klozetowa. Potem wreszcie wynaleziono prosty mechanizm - zaworek, tuleje odprowadzające i doprowadzające i pływak. Genialne w swej prostocie to urządzenia, dawało nam wreszcie komfort wyższości nad dzikimi zwierzętami i umacniało nasze poczucie dumy z postępu cywilizacyjnego. Dolnopłuk, górnopłuk, sznureczek albo zawleczka... Nic skomplikowanego, bo jak coś nie działało to człowiek bezstresowo wiedział - spadł pływak, albo urwał się zaworek, to się zaworek wymieniało i dumny Z tego dzieła mężczyzna mógł liczyć na podziw żony... nieraz wdzięczność  ;)

Tymczasem od roku wszedłem w posiadanie nowoczesnej spłuczki, której zadaniem jest najpierw doprowadzenie całej rodziny do choroby nerwowej, rozwodu, zdrady, zniewieścienia pana domu, a przede wszystkim pozbawienia nas zdolności manualnych, twórczej wyobraźni, radości z obcowania z sedesem, inteligencji - ostatecznie do zacofania rasy ludzkiej znów do poziomu dzikich zwierząt - to wszystko z pewnością doprowadzi do Końca Świata!
Ja jestem już w takiej frustracji, że nie wiem co robić. Odkąd się wprowadziłem, moja kompatybilna, nowoczesna spłuczka, która nie ma już nawet prostego pływaka i w ogóle nie wiadomo co to jest i jak działa - ona jest ciągle zepsuta. A ja nie mam zielonego pojęcia jak ją naprawić, pytam sąsiada - on w takim samym stanie jak ja, bo ma identyczny problem rodzinny. Ja bym mógł pytać innych sąsiadów - może w końcu znalazłby się wśród nich konstruktor tego urządzenia i co by było jakby je jednak naprawił? Moja kompromitacja. Dlatego nie szukam, a woda leje się dalej. Najbardziej się martwię, że końcu żona sama znajdzie tego... "sąsiada". I tu już pojawia się ta najgłębsza refleksja doprowadzające moje synopsy do temperatury pieca hutniczego... Bo jak sąsiad będzie hydraulikiem?!
Oto do czego doprowadziła nas nowoczesna technika i postęp cywilizacyjny. To ma być postęp??? Przecież to KONIEC ŚWIATA! Co robić, co roić???

Dziękuję za uwagę radzę to naprawdę sobie przemyśleć - quo vadis homo sapiens? Życzę spokojnego spłukiwania... znaczy... spokojnego dnia   ;)
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 02, 2013, 23:08:52 wysłana przez Maryla »

Offline Teofil

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 566
Odp: EWOLUCJA SPŁUCZKI KLOZETOWEJ - CZYLI QUO VADIS CZŁOWIEKU!
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 15, 2013, 16:10:48 »
Zakładam, że to żart, ale coś w tym jest ;)  Mam taką samą spłuczkę, kupioną za 3 dychy. Od początku się zacina, ale odkryłem że to "półautomat", który trzeba dodatkowo puknąć. Powinni to napisać w instrukcji - "puknij spłuczkę". Urządzenie w takiej cenie musi się psuć przynajmniej 3x w roku, żeby producent nie splajtował. Naprawa przez fachowca kosztuje 100 zł i jeszcze musisz się stresować ;)
Możesz oczywiście kupić nową, ale wtedy za montaż ten sam fachowiec zażąda 150 zł ;)
Warto zatem studiować instrukcję, albo kupić sobie jedną spłuczkę rozebrać i samemu nauczyć się montażu. Jeden wieczór a oszczędzasz 300 zł rocznie.

Ja miałem akurat okazję zdobyć w szkole i przy różnych remontach wiedzę na temat technologii niemal pełnego zakresu robót budowlanych. Sam nauczyłem się też podstawowego serwisu komputerów i liznąłem trochę informatyki. Dzięki temu wszelkie naprawy w domu (poza nielicznymi wyjątkami) wykonuję sam. :)

Offline Puella Clara

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1376
Odp: EWOLUCJA SPŁUCZKI KLOZETOWEJ - CZYLI QUO VADIS CZŁOWIEKU!
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 15, 2013, 17:28:17 »
He, he, ale tak na poważnie... współczuję, Sokole. Popatrz jednak na to z drugiej strony. Człowiek nieustannie musi mieć wyzwania, które go rozwijają i ubogacają... ;)
W sumie można było umieścić ten artykuł w dziale "Nowe technologie" ;D
« Ostatnia zmiana: Maj 15, 2013, 17:30:03 wysłana przez Puella Clara »

Offline marylaossowska

  • Maryla
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: EWOLUCJA SPŁUCZKI KLOZETOWEJ - CZYLI QUO VADIS CZŁOWIEKU!
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 15, 2013, 23:40:45 »
Celowość produkowania przedmiotów, które niby w założeniu mają być trwałe, ale naprawdę to są “jednorazowego użytku”, bo psują się szybko, a naprawiać się ich nie opłaca, gdyż koszt naprawy przewyższa koszt zakupu nowego – dawno została już udowodniona. Producentom po prostu nie opłaca się tworzyć rzeczy trwałych, więc nie będą…zamieściłam na ten temat dobry film pt “Spisek żarówkowy” http://www.rzeczysedno.pl/index.php?topic=408.0

Przy okazji rozważań o trwałości produktów i sąsiadach, przypomniała mi się rozmowa z sąsiadem “zza płotu”. Człowiek pracuje na budowie, jako samodzielny kontraktor i jego stałym narzędziem pracy jest wiertarka. No to kupił wiertarkę doskonałej jakości, najlepszą na rynku, z dobrą gwarancją. Pełnia szczęścia. Tyle, że w tej doskonałej jakości wiertarce ciągle psuje się ta sama część, więc sąsiad wozi wiertarkę do firmowego punktu naprawy, oni mu tę część wymieniają, przedłużają na nią gwarancję i kilka tygodni jest spokój. Potem znowu psuje się ta sama część, sąsiad jedzie z wiertarką do punktu naprawy……i tak w koło macieju. Sklep jest po drodze z pracy, więc nawet benzyny nie dokłada do tego interesu.

Co jednak z tymi, którzy mieszkają tysiące kilometrów od firmowego punktu naprawy? A o to, w kraju takim jak Kanada nietrudno, bo punktów jest może ze  trzy na cały kraj. No cóż, oni muszą wiertarkę zapakować i wysłać kurierem płacąc też za drogę powrotną, bo “podróży” to już gwarancja nie pokrywa – a wtedy cena wysyłki jest zbliżona do ceny nowej wiertarki. Już nie mówiąc o tym, że i tak muszą kupić inną, jeśli wiertarka jest niezbędna w ich pracy. Jak widać także wiertarka może być produktem jednorazowego użytku.
« Ostatnia zmiana: Maj 22, 2013, 18:59:51 wysłana przez Maryla »

Offline Aniks

  • Użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 399
Odp: EWOLUCJA SPŁUCZKI KLOZETOWEJ - CZYLI QUO VADIS CZŁOWIEKU!
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 22, 2013, 18:04:48 »
Podziwiam Cię, dzielny Sokole, za walkę ze spłuczką, a raczej z wiatrakami, bo nie można jej ujarzmić!
Kiedy mieszkałam z rodziną kolejno w dwóch blokach, mieliśmy rezerwuary, które nie szwankowały. Na ojcowiźnie męża jednak, po dobudowaniu łazienki, poznałam, co to problem "spłuczkowy"! Kilkakrotnie naprawiana przez hydraulika, spłuczka popracowała jakiś czas i znowu wysiadała. Drażniło nas to, ze na próżno cieknie woda i dopełnia szambo.

Wreszcie moje dwie rycerki trwale rozwiązały problem... za pomocą zacisku i sekatora. Dopływ wody do spłuczki jest odcięty :) Po prostu teraz zalewamy, co trzeba, małą miseczką wody, a w muszli sedesowej są dwa zapachowe "kleksy" dezynfekujące.
Jednak epopeja spłuczkowa to i tak małe piwo w porównaniu z innymi awariami hydraulicznymi i łazienkowymi, z którymi musieliśmy się borykać…

 


Prezentowane na stronie zewnętrzne materiały multimedialne nie są częścią naszego serwisu. Oprogramowanie Aeva oraz inne skrypty przetwarzają metodą framingu odnośniki internetowe do kanałów lub stron, na których są prezentowane te materiały. Nośniki i strumienie znajdują się na serwerach należących do właściwego nadawcy prezentującego publicznie treści multimedialne (np: YouTube). Wszelką odpowiedzialność za udostępnione treści ponoszą właściciele kont (kanałów), którzy je publicznie udostępniają ("wyświetlają"). Nasz serwis nie ma w tym żadnego udziału ani wpływu.