* Info

* Tematy

* Filmy

* Muzyka

* Kącik dla dzieci

* Kluby

* Informacje

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae Caelestis, satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen.

Autor Wątek: Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta  (Przeczytany 6260 razy)

Offline Puella Clara

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1376
Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta
« dnia: Grudzień 01, 2013, 16:24:00 »
Czy opisy przyrody w powieściach są nudne? Taaak - powie niejeden uczniak.
A jeśli nierozerwalnie wiążą się z losami bohaterów, są łącznikiem człowieka z przyrodą i tak jak przemijają pory roku, tak zmienia się życie człowieka? Aaa... to już problem filozoficzny ;)
Władysław Reymont w powieści pt. "Chłopi" ukazuje życie mieszkańców wsi Lipce, na tle zmieniającej się cyklicznie przyrody. Cztery pory roku podkreślają ogromny wpływ natury na życie ludzi...

____JESIEŃ
Cicho było, ciepło i nieco sennie.
Słońce, chociaż to był już koniec września, przygrzewało jeszcze niezgorzej — wisiało w połowie drogi między południem a zachodem, nad lasami, że już krze i kamionki, i grusze po polach, a nawet zeschłe twarde skiby kładły za się cienie mocne i chłodne.
Cisza była na polach opustoszałych i upajająca słodkość w powietrzu, przymglonym kurzawą słoneczną; na wysokim, bladym błękicie leżały gdzieniegdzie bezładnie porozrzucane ogromne białe chmury niby zwały śniegów, nawiane przez wichry i postrzępione.
A pod nimi, jak okiem ogarnąć, leżały szare pola niby olbrzymia misa o modrych wrębach lasów — misa, przez którą, jak srebrne przędziwo rozbłysłe w słońcu, migotała się w skrętach rzeka spod olch i łozin nadbrzeżnych. Wzbierała w pośrodku wsi w ogromny podłużny staw i uciekała na północ wyrwą wśród pagórków; na dnie kotliny, dokoła stawu, leżała wieś i grała w słońcu jesiennymi barwami sadów — niby czerwono–żółta liszka, zwinięta na szarym liściu łopianu, od której do lasów wyciągało się długie, splątane nieco przędziwo zagonów, płachty pól szarych, sznury miedz pełnych kamionek i tarnin — tylko gdzieniegdzie w tej srebrnawej szarości rozlewały się strugi złota — łubiny żółciły się kwiatem pachnącym, to bielały omdlałe, wyschłe łożyska strumieni albo leżały piaszczyste senne drogi i nad nimi rzędy potężnych topoli z wolna wspinały się na wzgórza i pochylały ku lasom.

____


____ZIMA
I rosła zima, rosła co dzień, co godzina, co to oczymgnienie.
Aż przyszła.
A najrychlej przyleciały zapowiednie wici.
Jakoś wnet po świętej Barbarze, patronce dobrej śmierci, o cichym, omdlałym zaraniu, spadły pierwsze krótkie, trzepotliwe wiatry; obleciały ziemię ze skowytem jako te psy węszące tropu, gryzły zagony, warczały w krzach, poszarpały śniegi, potarmosiły sady, poomiatały ogonami drogi, wytarzały się po wodach i milczkiem urwały kajś niekajś co starszych strzech i ogrodzeń i jęły się zwijać a ze skomleniem uciekać na bory — a po nich, zaraz na odwieczerzu, zaczęły się wysuwać z mroków długie, świszczące i jakoby kolczaste jęzory wichrów.
Wiały noc całą, a tak zasię skowyczały w polach kiej to stado zgłodniałych wilków; a hulały rzetelnie, bo ano rankiem ziemia już dropiała spod stratowanych i wyżartych śniegów, gdzieniegdzie ino po dołkach i bruzdach bieliły się poszarpane płaty, a zagony świeciły łysicami, drogi leżały skostniałe i przemarzłe, mróz zaś wżerał się ostrymi kłami w ziemię, że dzwoniła jak żelazo — ale skoro dzień nastał, uciekły poszczekując, pokryły się w lasach i w przyczajeniu dygotały skokiem napiętym, złym.
A niebo poczęło się zaciągać coraz mroczniej; chmury wypełzały ze wszystkich jam, podnosiły potworne łby, przeciągały zgniecione kadłuby, rozwichrzały sine grzywy, zielonawymi kłami błyskały i szły całym stadem — groźną, ponurą i milczącą ciżbą waliły się na niebo...

____


____WIOSNA
Słońce się już było podniesło na parę chłopów, że dojrzał choćby i najdalsze kraje pól; wszystko błyszczało różaną rosą, czarne role połyskiwały się w słońcu, wody grały po rowach, skowronkowe głosy dzwoniły w chłodnym powietrzu, gdzie zaś pod kamionkami tliły się ostatnie płaty śniegów, żółte bazie na poniektórych drzewach trzęsły się kieby te bursztynowe paciorki, w zaciszach zaś albo i pod nagrzanymi kałużami spośród rdzawych, zeszłorocznych liści przedzierały się złotawe źdźbła traw młodych, gdzie znów patrzyły żółte oczy kaczeńców, wiaterek też wziął przygarniać leciuchno i roztrząsał wilgotne, rzeźwe zapachy pól, pławiących się leniwie w słońcu, a wszędy było tak wiośniano, rozlegle, jasno, chociaż i jeszczech ździebko szarawo [...]
Hej! Zwiesna ci to szła, jakoby ta jasna pani w słonecznym obleczeniu, z jutrzenkową i młodą gębusią, z warkoczami modrych wód, od słońca płynęła, nad ziemiami się niesła w one kwietniowe poranki, a z rozpostartych rąk świętych puszczała skowronki, by głosiły wesele, a za nią ciągnęły żurawiane klucze z klangorem radosnym, a sznury dzikich gęsi przepływały przez blade niebo, że boćki ważyły się nad łęgami, a jaskółki świegotały przy chatach i wszystek ród skrzydlaty nadciągał ze śpiewaniem, a kędy tknęła ziemię słoneczna szata, tam podnosiły się drżące trawy, nabrzmiewały lepkie pęki, chlustały zielone pędy i szeleściły listeczki nieśmiałe, i wstawało nowe, bujne, potężne życie, a zwiesna już szła całym światem, od wschodu do zachodu, jako ta wielmożna Boża wysłanniczka, łaski i miłosierdzie czyniąca…

____


____LATO
Dzień się już był wyniósł dawno, słońce świeciło wesołe i palące, że gorąc zaraz od śniadania jął przypiekać galancie, jaże wszystkie sady i pola jakby się z wolna pogrążały w tym rozbełkotanym, białawym wrzątku rozprażonego powietrza.
Pomdlałe drzewiny poruchiwały niekiej listkami, kieby tym skrzydłem ptak tonący w spiekocie, świąteczna cichość objęła całą wieś, jedne jaskółki, co świegoliły zajadlej, śmigając nad stawem kiej oszalałe. [...]
Wykłoszone, bujne żyta gmerały rdzawymi wisiorami, czarniawe jęczmiona polśniewały kiej ta woda głęboka, zaś jasnozielone owsy, gęsto przerosłe żółtą ognichą, pławiły się trzepotliwie w cichym, nagrzanym powietrzu. Jakiś ptak wielgachny ważył się nad rozkwitłą koniczyną, co niby okrwawiona chusta leżała na skłonie wyżni. Kajś niekaj boby tysiącami białych ślepiów stróżowały przy ziemniakach, a tu i owdzie na dołkach lny niebieściły się bledziuśkim kwiatem, niby te przymrużone od blasków dziecińskie oczy.
Bardzo cudnie było na świecie, słońce ogrzewało coraz barzej i ciepło, sycone zapachem kwiatów, co tliły się nieprzeliczone we zbożach i wszędy, zwiewało z pól taką lubą, żywiącą mocą, jaże dusze rozpierało radością i same łzy cisnęły się do oczów.

____
« Ostatnia zmiana: Grudzień 01, 2013, 16:33:10 wysłana przez Puella Clara »

Offline Uczen_Sokratesa

  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 1240
Odp: Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 01, 2013, 16:35:01 »
Natura i sztuka, obie piękne . Do natury należą pory roku, sztuką są ich opisy i obrazy. Jeszcze nauka... bo bez niej nie byłoby ani obrazów, ani naszych wpisów:))
Oryginalny post , Puello:)

Offline Aniks

  • Użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 399
Odp: Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 03, 2013, 16:04:20 »
W czasach szkolnych też omijałam w powieściach opisy przyrody, goniąc za akcją. Może dlatego, ze czekały inne lekcje do odrobienia, a każdy nauczyciel uważał swój przedmiot za najważniejszy.
Teraz widzę ich piękno, oryginalność przekazu i tyle poezji w prozie. Chyba w każdej dobrej powieści można je znaleźć.

Dzięki, Puelluniu, za ten pomysłowy wątek :)

Offline Puella Clara

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1376
Odp: Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 03, 2013, 17:01:56 »
Dziękuję za miłe komentarze. :)
Często bywa tak, że dopiero z wiekiem doceniamy i zauważamy to, co nam umknęło, gdy byliśmy małolatami ;)

Kiedy musiałam szybko przeczytać jakąś lekturę, to faktycznie omijałam długie opisy, wypatrując tylko dialogów. Bywało jednak i tak, że zatapiałam się w  tekście i zaczynałam widzieć i słyszeć to wszystko, co stanowiło tło dla akcji - przyroda, wnętrza, ubrania, tykanie zegarka. Czasem, wydawać by się mogło, nieistotne rzeczy... a jednak istotne! Każde dobre dzieło jest przecież przemyślane i wszystko ma w nim sens...

Czasem prawdziwe piękno przyrody może wydobyć dopiero film. tak jest w przypadku "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej. Bo pomyślmy sobie szczerze... kto z nas dokładnie czytał te obszerne opisy?  ;)

Film można obejrzeć u nas: http://www.rzeczysedno.pl/index.php/topic,3212.0.html
« Ostatnia zmiana: Grudzień 03, 2013, 17:05:49 wysłana przez Puella Clara »

Offline Puella Clara

  • Moderator
  • *****
  • Wiadomości: 1376
Odp: Cztery pory roku, czyli "Chłopi" Władysława Reymonta
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 14, 2013, 14:23:16 »
Ale ze mnie gapa :)
Mamy przecież na portalu też ekranizację samych "Chłopów" Reymonta!
http://www.rzeczysedno.pl/index.php/topic,1601.0.html

 


Prezentowane na stronie zewnętrzne materiały multimedialne nie są częścią naszego serwisu. Oprogramowanie Aeva oraz inne skrypty przetwarzają metodą framingu odnośniki internetowe do kanałów lub stron, na których są prezentowane te materiały. Nośniki i strumienie znajdują się na serwerach należących do właściwego nadawcy prezentującego publicznie treści multimedialne (np: YouTube). Wszelką odpowiedzialność za udostępnione treści ponoszą właściciele kont (kanałów), którzy je publicznie udostępniają ("wyświetlają"). Nasz serwis nie ma w tym żadnego udziału ani wpływu.