* Info

* Tematy

* Filmy

* Muzyka

* Kącik dla dzieci

* Kluby

* Informacje

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae Caelestis, satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen.

Autor Wątek: Do czego prowadzi polityka demontażu własnej armii?  (Przeczytany 1431 razy)

Offline marylaossowska

  • Maryla
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Do czego prowadzi polityka demontażu własnej armii?
« dnia: Marzec 05, 2014, 07:36:25 »
__Zdolności mobilizacyjne polskiej armii są obecnie dramatycznie niskie. Eksperci uważają, że nasze wojsko, w razie konwencjonalnego ataku, nie będzie w stanie odeprzeć sił wroga z terytorium kraju.
_

Profesor Akademii Obrony Narodowej Józef Marczak stwierdził niedawno mówiąc o polskich sił zbrojnych: "Armia oparta na miniaturowych wojskach operacyjnych nie jest zdolna do odstraszania, obrony, a nawet ochrony niektórych obiektów. Te trzy dywizje, które posiadamy, i kilka brygad, są zdolne do uderzenia i obrony na obszarze wielkości powiatu". Identycznie o polskiej armii mówił śp. generał Petelicki, który w 2011 roku stwierdził na antenie publicznej telewizji: "Polska, w tej chwili, nie jest broniona w ogóle!"


Wywiad z generałem Petelickim w TV Trwam

Według wyliczeń specjalistów Polska ma obecnie jedną z najniższych w Europie zdolności mobilizacyjnych na wypadek konieczności obrony własnego terytorium. W naszym kraju wskaźnik ten wynosi jedynie 0,26% populacji własnych obywateli. 0,26% z ogólnej liczby osób zamieszkujących Polskę to ok. 100 tys. osób - tyle ile liczy sobie oficjalnie polska armia. Średnia dla Europy wynosi w tej materii 1,66% populacji obywateli danego państwa. Gorsze zdolności mobilizacyjne oprócz nas mają jedynie Czechy i Luksemburg. Te kraje jednak leżą w środku NATO i nie są z żadnej strony krajem granicznym Sojuszu. Poza tym struktura polskiego wojska - silna kadra podoficerska i oficerska, powoduje - że Polska, mimo oficjalnie 100-tysięcznej armii, jest w stanie do obrony kraju wystawić realnie około 30 tysięcy żołnierzy liniowych. Taką siłą można bronić jedynie niewielkiego obszaru.

__Na domiar złego, Polska jest jednym z niewielu krajów, które nie mają wojsk obrony terytorialnej. Nasza armia bazuje jedynie na wspomnianych powyżej wojskach typu operacyjnego, które w razie konwencjonalnego ataku obcych sił nie będą w stanie obronić polskiego terytorium. Dla przykładu, w 5-milionowej Finlandii siły zbrojne liczą sobie 60 tys. żołnierzy wojsk operacyjnych oraz 230 tys. ochotników wojsk obrony terytorialnej. Szwedzka Gwardia Krajowa - odpowiednik wojsk obrony terytorialnej, liczy sobie aż 600 tys. żołnierzy-ochotników. W Wielkiej Brytanii w armii czynnej jest ok. 170 tys. żołnierzy zawodowych, zaś w Armii Terytorialnej skupionych jest drugie tyle ochotników. Koncepcja budowy wojsk obrony terytorialnej w Polsce pojawiła się pod koniec lat 90-tych. Projekt ten został jednak zatrzymany i zniweczony w 2007 roku, gdyż ówczesny minister obrony Bogdan Klich założył, że Polsce nic nie zagraża. "Minister uznał, że wystarczy tylko uzawodowienie armii i ograniczony do minimum system szkolenia wojskowego rezerwistów. Pod względem lekkomyślności państwowej jesteśmy ewenementem na skalę światową." - stwierdził w wywiadzie do Rzeczpospolitej generał Józef Marczak.
_

Źródło:

http://www.rp.pl/artykul/107684,1067072-Odbudujmy-Armie-Krajowa.html
http://niewygodne.info.pl
« Ostatnia zmiana: Marzec 11, 2014, 02:50:53 wysłana przez marylaossowska »

Offline Cytaty

  • Użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 85
Odp: Do czego prowadzi polityka demontażu własnej armii?
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 11, 2014, 03:56:21 »
Do identycznych wniosków doszli inni polscy dowódcy, którzy udzielili wywiadu we "Wprost". Stwierdzają, że w wyniku jakiejkolwiek konfrontacji nie mielibyśmy najmniejszych szans, a po kilku dniach walki zostałaby nam tylko leśna partyzantka.
 
Dziennikarz "Wprost" spekulując odnośnie rosyjskiego desantu koło Słupska zapytał doświadczonych dowódców o stan naszej armii w razie mobilizacji - w takim przypadku armia powiększyłaby się do 300 tysięcy żołnierzy. Oficer liniowy odpowiedział: "Jestem pewien, że próbne poderwanie i wyjście na pozycje pancernego batalionu rezerwistów zakończyłby się organizacyjną klęską" Rezerwistów w Polsce nie szkoli się już od pięciu lat.

Generał, który zajmował się dużymi ćwiczeniami powiedział: "Moglibyśmy bronić kwadratu 200 na 200 kilometrów. Tyle, że Polska to mniej więcej 1000 na 1000 kilometrów. Wizytówki armii? 6 Brygada Powietrzno-Desantowa z Krakowa, 11 dywizja pancerna z Żagania. W sumie stać nas na wystawienie przyzwoitego korpusu".

Korpus składa się z kilku dywizji lub brygad. Dywizja to od 5 do 15 tys. ludzi. Razem to średnio około 30 tysięcy żołnierzy, a armia zawodowa liczy 100 tysięcy. Gdzie reszta? Jak mówi generał polska armia ma niezliczone sztaby w tym dowództwo i logistyka. "Spośród tych 100 tysięcy liniowego wojska jest może połowa" – powiedział generał.
 
W razie ataku ze wschodu moglibyśmy liczyć na wsparcie NATO, a właściwie Stanów Zjednoczonych. Jednak według jednego z byłych dowódców armii jest jeden poważny problem. "Amerykanie nie mają przecież wojska w Europie. Zanim zmontowaliby odpowiednio duży kontyngent minęłoby kilkadziesiąt dni i byłoby po zawodach" – mówi.
 
Europa nie dysponuje armią, która samodzielnie mogłaby stawić czoła Rosjanom i Białorusinom idącym na zachód. Wojsko Polskie również nie miało by szans, mimo dodatkowego wsparcia amerykańskich samolotów.
"Równowaga, jak w czasach zimnej wojny, opiera się na wzajemnym odstraszaniu się Rosjan i Amerykanów. Zaatakowanie Polski oznaczałoby wybuch III wojny światowej. Po takiej wojnie niewiele zostałoby nie tyle z Polski, co z całej współczesnej cywilizacji" – stwierdził inny rozmówca "Wprost"

Cały wywiad we "Wprost": http://www.wprost.pl/ar/439210/Wojna-polsko-ruska-Jak-dlugo-moze-bronic-sie-Polska

 


Prezentowane na stronie zewnętrzne materiały multimedialne nie są częścią naszego serwisu. Oprogramowanie Aeva oraz inne skrypty przetwarzają metodą framingu odnośniki internetowe do kanałów lub stron, na których są prezentowane te materiały. Nośniki i strumienie znajdują się na serwerach należących do właściwego nadawcy prezentującego publicznie treści multimedialne (np: YouTube). Wszelką odpowiedzialność za udostępnione treści ponoszą właściciele kont (kanałów), którzy je publicznie udostępniają ("wyświetlają"). Nasz serwis nie ma w tym żadnego udziału ani wpływu.