* Info

* Tematy

* Filmy

* Muzyka

* Kącik dla dzieci

* Kluby

* Informacje

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae Caelestis, satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen.
Ze względu na brak oznaczeń kategorii wiekowych w zamieszczanych materiałach z Youtube itp., aby chronić dzieci przed nieodpowiednią treścią, zalecamy rodzicom sprawdzenie dopuszczalnej kategorii wiekowej i samodzielne podjęcie decyzji. Dzieci zapraszamy do odwiedzenia działu:

Autor Wątek: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku  (Przeczytany 4675 razy)

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
_Wstrząsający artykuł Piotra Lisiewicza o genezie katastrofy smoleńskiej, zacieraniu śladów i przywracaniu Polakom godności. Artykuł poniższy został opublikowany w Gazecie Polskiej.

Jako dopełnienie artykułu Lisiewicza gorąco polecam film Anity Gargas Anatomia Upadku.

Obie części filmu można obejrzeć tutaj: http://www.rzeczysedno.pl/index.php/topic,4372.msg7380.html#msg7380
_
foto: Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta

Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku

Pijany Wania z zepsutym traktorem słuchający ruskiego disco, zdolny do bezmyślnej brutalności – ten stereotyp to tylko część prawdy o Rosji. Ona czasami chce, byśmy tak ją postrzegali. Ale jest dziedzina, w której Rosja jest precyzyjna niczym japońska elektronika. Okrucieństwo pijanego Wani używane jest przez rosyjskie służby specjalne w sposób przygotowany, przemyślany i inteligentny. Bo zleceniodawcy zawodowych morderców bywają inteligentni.

„Katyń był fragmentem szeroko opracowanego planu, który wykonano na zimno” – pisał Józef Czapski w książce „Na nieludzkiej ziemi”. Czwarta rocznica Smoleńska i trwająca rosyjska napaść na Ukrainę to odpowiedni moment, żebyśmy odpowiedzieli sobie bez autocenzury na pytanie, częścią jakiej operacji był 10 kwietnia 2010 r.

Oglądam właśnie film Anity Gargas „Anatomia upadku 2”. Informacje o Smoleńsku zebrane w jednym miejscu robią szokujące wrażenie, tym bardziej że pojawiają się w przestrzeni publicznej, gdy dzięki twardej postawie Ukraińców Rosja musiała zdjąć maskę krainy dobrotliwej i miłującej pokój.

Próbuję wczuć się w rolę obcokrajowca, który dowiaduje się, jak wygląda śledztwo smoleńskie w Polsce – kraju będącym członkiem Unii Europejskiej i NATO. Zapewne kręci ze zdziwieniem głową, myśląc, że ogląda film science fiction. To nie science fiction, to Rosja i postkomunizm – postanawiam wytłumaczyć zarówno jemu, jak i wielu zdezorientowanym moim rodakom.

Smoleńsk jako nowoczesny Katyń

Pytanie: „Ale jaki motyw mogła mieć Rosja?” – pada częściej w nocnych Polaków rozmowach niż w mediach. „Żaden, bo przecież Lechowi Kaczyńskiemu niebawem kończyła się kadencja, a szanse na reelekcję miał raczej niewielkie” – podpowiadają te ostatnie.

Odpowiedź, której sami sobie udzielamy, też bywa błędna lub niepełna. Celem Rosji nie była tylko likwidacja prezydenta Lecha Kaczyńskiego ani samo uderzenie w Polskę. W takim razie co?

Ratując w 2008 r. pod przywództwem Lecha Kaczyńskiego Gruzję, kraje naszego regionu pierwszy raz od II wojny światowej zachowały się tak, jakby były pełnoprawnymi, zachodnimi państwami, a nie satelitami Moskwy. Obok polskiego prezydenta stał przywódca Ukrainy.

Rosja nie chciała w swojej strefie wpływów ani niepodległych narodów zabiegających o swoje interesy, ani zachodnich standardów. W szczególności zaś nie chciała sojuszu polsko-ukraińskiego. Polska i jej sojusznicy nie byli dla Rosji największym kłopotem na świecie, ale znaczącym regionalnym zagrożeniem.
Moskwa rozwiązała to zagrożenie w sposób typowy dla swojej polityki od wieków, natomiast dostosowany do czasów internetu i masowych mediów.

Smoleńsk był demonstracją, odpowiedzią Rosji: jesteście tylko postkolonialnymi byłymi demoludami, skoro prezydenta Polski, która miała aspiracje wam przewodzić, można bezkarnie zabić. I zarówno jego naród, jak i zachodni sojusznicy nie ruszą w tej sprawie palcem. I pamiętajcie, że tego, kto będzie podskakiwał, spotka ten sam los. Rosja Putina prowadzi konsekwentną operację na rzecz podporządkowywania sobie dawnego bloku wschodniego i Smoleńsk był jej – jak wykażemy – logicznym elementem.

Ci, którzy nie wierzyli w zamach, wysuwali zaraz po katastrofie argument, że byłby on dla Rosji zbyt ryzykowny. Cztery lata po 10 kwietnia wiemy już, że to nieprawda. Nawet ci, którzy twierdzą, że zamachu nie było, muszą przyznać, że Rosja jeśli tylko chciała, mogła go zorganizować. Międzynarodowa komisja w tej sprawie nie powstała. Moskwa ma nadal główne dowody w swoich rękach.

Smoleńsk to był nowoczesny Katyń. Przygotowywany powoli, starannie, konsekwentnie i wszechstronnie. A jego sprawstwo zostało zamaskowane metodami, które są w użyciu w Rosji na co dzień, przy okazji zabójstw niewygodnych dziennikarzy czy działaczy praw człowieka. Tekst niniejszy służyć ma wyjaśnieniu, dlaczego i jak przygotowano tę zbrodnię.

Bunt Europejczyków drugiej kategorii

Do pełnego zrozumienia, czym był Smoleńsk, jakie były jego przyczyny, przebieg i skutki, niezbędna jest wiedza z trzech dziedzin.

Po pierwsze, systematyczne obserwowanie niezależnych śledztw dziennikarskich, naukowych konferencji, prac sejmowego zespołu. I obiektywne konfrontowanie ich dorobku z propagandą Rosjan i rządu Tuska. Wniosek: robi to niewielka część Polaków.

Po drugie, znajomość metod imperium rosyjskiego w podboju świata. Sposobów doprowadzania do rozkładu państw, które Moskwa chce podbić lub zwasalizować. Zupełnie odmiennych od europejskich. W szczególności przydatna jest tu znajomość dorobku polskich sowietologów i znawców Rosji z czasów II RP i antykomunistycznej emigracji, w czasach zimnej wojny zatrudnianych przez Stany Zjednoczone i inne państwa Zachodu. Wniosek: zrozumienie rosyjskich metod jest wśród Polaków niewielkie i raczej instynktowne. Na pewno dużo mniejsze niż w XIX wieku czy w czasach PRL.

Po trzecie, znajomość technologii morderstw politycznych, będących codziennością we współczesnej Rosji. Od początków, czyli PR-owych przygotowań, po schematy ich tuszowania. Wniosek: niewielu Polaków czytało Politkowską czy Litwinienkę. I znów: mają oni tylko potoczną, instynktowną wiedzę, że w Rosji władza jest bezkarna.

Z tych trzech punktów wynika więc, że jakkolwiek większość Polaków nie wierzy Rosji, bo wie, co to komuna i KGB, to jednocześnie nie rozumie, jakiej operacji została poddana.

By zrozumieć, jak niepokojące było dla Rosji to, co stało się w Gruzji, cofnijmy się do historycznego obrazka opisanego w powieści „Kontra” Józefa Mackiewicza. Jest to książka o losach żołnierzy z narodów leżących na wschód od Polski. Podczas wojny walczyli przeciwko Związkowi Sowieckiemu, a potem – jako członkowie narodów drugiej kategorii – zostali wydani przez cywilizowany Zachód w ręce Stalina.

Gdy w Tbilisi obok polskiego prezydenta i z jego inicjatywy stanęli prezydenci Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premier Łotwy, by zatrzymać rosyjskie czołgi, przełamany został ten fatalizm historii. Oto narody drugiej kategorii pierwszy raz zachowały się jak narody z tej lepszej Europy.

1989 r. nie był dla Moskwy takim szokiem. Po pierwsze, przegrywała z Ameryką Reagana, a nie z satelitami, w większości których opozycja była słaba. Po drugie, mniej lub bardziej sprawnie kontrolowała wymuszony na niej proces transformacji. W 2008 r. inicjatywa postawienia się Moskwie wyszła od byłych demoludów, a nie ze „starego” Zachodu.

„Istota siły rosyjskiej”

Metody pacyfikowania buntowników Rosjanie mają wypracowane od wieków. W swoim głośnym artykule „Uwagi o istocie siły rosyjskiej” wybitny polski znawca Rosji Włodzimierz Bączkowski przytaczał książkę „Operacja warszawska” Borysa Szaposznikowa, profesora sowieckich uczelni, autora wojskowego planu sowieckiej napaści na Polskę z 1939 r.

Książka dotyczyła wojny z 1920 r. Zdaniem Szaposznikowa, główną przyczyną porażki nie było wcale złe uzbrojenie armii, ale błędna ocena sytuacji wewnętrznej w Polsce. „Przeceniliśmy zrewolucjonizowanie wewnętrznej sytuacji w Polsce w tym okresie. Ta przesada w ocenie sytuacji w Polsce znalazła swój wyraz w nadmiernej, tzn. nieuzgodnionej z naszymi możliwościami, ofensywnej operacji” – pisał. Dowodził, że najważniejsze jest, by – zgodnie z rosyjską szkołą – wroga „spreparować” tak, żeby go można było „gołymi rękami wziąć” – „szapkami zakidat”.

Bączkowski tłumaczył, że Zachód nie potrafi skutecznie przeciwstawiać się Moskwie, bo błędnie uważa ją za podobne sobie państwo europejskie. Tymczasem Rosja jest powierzchownie powleczonym europejskością państwem azjatyckim, czerpiącym wojenną strategię od Czyngis-chana i Chińczyków.

Istotą jej siły nie jest wcale nowoczesna armia, bo takiej Moskwa nigdy nie miała, lecz rozkładanie wewnętrzne państw, które chce podbić. Pisał w tym kontekście o Polsce przedrozbiorowej i jej elitach żyjących z carskich pensji. Stwierdzał, że źródłem siły Moskwy „nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową”. Dopiero gdy podbijane państwo było niezdolne do obrony, następował „tryumfalny marsz hordy”.

Naczelnym kłamstwem moskiewskiej propagandy jest twierdzenie, że rosyjskie służby robią to samo, co amerykańskie, izraelskie czy niemieckie. Nie – oprócz tego prowadzą działania, jakich nie prowadzi – na zbliżoną skalę - NIKT na świecie. Jak wspominał Jurij Bezmienow, były współpracownik sowieckiego wywiadu w latach 80., z pieniędzy KGB przeznaczonych na działania za granicą, zaledwie 10–15 proc. przeznaczone było na klasyczną działalność szpiegowską. Cała reszta, 85-90 proc., szła na działania w wolnym świecie legalne. Tworzenie partii politycznych, mediów, instytucji naukowych itp.

Preparowanie w praktyce

Jakie narzędzia do prowadzenia tego typu działań miała Rosja w Polsce w 2008 r.? Polska była państwem, które przez pół wieku było pod moskiewskim panowaniem i nie odsunęło byłych komunistów od wpływów, lecz odwrotnie – zgodziło się, by to oni stworzyli postkomunistyczną oligarchię, kontrolowali media. Agentura Moskwy w III RP praktycznie nie była zwalczana.

Moskwa w latach 2008–2010 zachowywała się z zimną racjonalnością. Używając słów Szaposznikowa, „preparowała” i „rozkładała” polskie instytucje albo czekała, aż partia Tuska w imię partykularnych interesów rozłoży je sama. Kalendarium tego, jak ludzi obozu niepodległościowego odsuwano od wpływu na władzę polityczną, służby specjalne, BOR, media, uczelnie wyższe, episkopat, zajęłoby tu wiele stron. Ich miejsce zajmowali, rzecz jasna, nie tylko rosyjscy agenci, lecz także osoby powiązane z Rosją innym typem zależności, np. interesami, oraz osoby bezideowe, chwiejne, słabego charakteru, pozbawione patriotycznej tożsamości, karierowicze itp., jednym słowem ci, co do których Rosja mogła mieć pewność, że nie będą stawiać oporu.

6 kwietnia 2010 r. prezes IPN, prof. Janusz Kurtyka, wypowiedział słowa: „Demontaż państwa już się skończył, teraz zaczną znikać ludzie”. Podobnie stan państwa diagnozowali Rosjanie. W międzyczasie korzystna dla nich stała się też koniunktura międzynarodowa – twardego Busha zastąpił Obama.

Profesjonalny PR seryjnego samobójcy

Jednocześnie możemy dostrzec w Polsce sprzed 10 kwietnia działania, które z dzisiejszego punktu widzenia wyglądają na przygotowania do Smoleńska.

Jak w Rosji przygotowuje się polityczne zbrodnie? Aleksander Litwinienko, zamordowany w 2006 r. były funkcjonariusz FSB, opisał te metody dość precyzyjnie. Był on wcześniej funkcjonariuszem Wydziału Federalnej Służby do Zwalczania Grup Przestępczych. Zajmowała się ona likwidowaniem ludzi niewygodnych dla Putina.
Z opowieści Litwinienki wyłania się wstrząsający obraz. Polityczne morderstwo jest w Rosji produktem, który trzeba odpowiednio PR-owo sprzedać, tak jak polisę ubezpieczeniową, meble czy krem przeciwzmarszczkowy.
Taka akcja PR-owska rozpoczyna się na długo przed samą egzekucją. Czasem początkiem zbrodni jest przez nikogo niezauważona notka prasowa. „Artykuły takie zamieszcza się w gazetach, może nie najbardziej popularnych. Pojawia się malutka wzmianka, gdzieś w kąciku” – opowiadał Litwinienko.

Po co? To początek budowania legendy, która za jakiś czas pozwoli bezkarnie zabić. Służby mają na swoich usługach różnych drobnych podwykonawców. „Jedni wysadzają, drudzy strzelają z broni snajperskiej, trzeci operują siekierą” – wyliczał Litwinienko.

Ale przy zabójstwach politycznych ważniejsi są inni: „Profesjonaliści otrzaskani w specsłużbach starannie zbierają informacje potrzebne do zaplanowania zabójstwa, zwłaszcza jeśli to zabójstwo polityczne. Zadanie – zbić z tropu śledczych i opinię społeczną, przedstawić prawdopodobną fałszywą wersję wydarzeń”.
Jak przygotowywano PR-owo Smoleńsk? Od 2008 r. w polskich mediach pojawił się szereg narracji, które po 10 kwietnia przydatne się okazały do lansowania tezy, że to prezydent z pomocą pijanego generała są winni katastrofy.

Historią o tym, jak prezydent naciskał na pilota, epatowano w 2008 r. po wylocie do Gruzji. Gra operacyjna w tej sprawie prowadzona była przed tym wylotem: rząd naciskał na Kaczyńskiego, by do Tbilisi nie poleciał. Wcześniej mieliśmy do czynienia z głośnymi awanturami o udostępnienie prezydentowi rządowego samolotu, m.in. podczas wyjazdu na szczyt do Brukseli.

Zrobiono więc wszystko, by przekonać prezydenta, że rząd może znów piętrzyć kłopoty z samolotem do storpedowania jego misji. I zachęcić go, by – gdy pilot odmówi wykonania lotu do Tbilisi – naciskał na niego.
Ale przez media przetoczyła się jeszcze jedna kampania, z pozoru całkiem kuriozalna. „Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu?” – pytał już w 2008 r. Janusz Palikot. Skłonności do pijaństwa przypisywał też Kancelarii Prezydenta – mało kto pamięta dziś newsy o tym, że kupuje ona duże ilości małych buteleczek alkoholu, tzw. małpek.

Z punktu widzenia ówczesnych kampanii nienawiści wobec Kaczyńskiego te akurat wypowiedzi Palikota były mało skuteczne. Z pijaństwem kojarzył się jego poprzednik Aleksander Kwaśniewski.
Poza tym prezydent Kaczyński miał być według tychże mediów antypatycznym sztywniakiem, w przeciwieństwie do sympatycznego luzaka Tuska, więc przypisywanie mu skłonności do nadużywania wina było im raczej nie na rękę.

Sprawa wróciła po Smoleńsku. Palikot powściągał nieco język do wyborów prezydenckich w 2010 r., które wygrał jego przyjaciel Bronisław Komorowski. Dzień po nich zaatakował insynuacjami: „Czy pobrano i przebadano krew Lecha Kaczyńskiego pod kątem obecności alkoholu? Czy prezydent był na pokładzie pod wpływem alkoholu?”.

Odczłowieczanie przyszłej ofiary

Oprócz tych kampanii, szokująco przydatnych później kłamcom smoleńskim, media zrobiły bardzo wiele, by Polacy „nie płakali po Kaczyńskim”. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że w tej odczłowieczającej kampanii nienawiści wobec prezydenta, która szalała w polskich mediach, wiodącą rolę odegrali ludzie Rosji. To był nieustanny bluzg rodem z hitlerowskiej lub stalinowskiej propagandy, i to w skrajnym wydaniu. Zanim prezydent został zamordowany, wszyscy Polacy mieli mieć w głowach zakodowane, że to brzydki karzeł, zapijaczony,  mlaszczący, śliniący się, nieumiejący się wypowiedzieć półdebil. Takiego nikt przecież żałować nie będzie.
Gdy wtedy protestowałem przeciwko temu obrzucaniu gównem, zadawałem sobie pytanie, dlaczego właściwie Lech Kaczyński – polityk umiarkowany, zatrudniający w prezydenckiej kancelarii osoby dalekie od jego obozu politycznego – jest atakowany z największym natężeniem nienawiści. Odpowiedź poznaliśmy 10 kwietnia – oni przygotowywali jego likwidację.

A teraz was pokochamy

Rosyjska intryga spowodowała rozdzielenie wizyt z 7 i 10 kwietnia. W tej drugiej wzięli udział w większości ludzie polskiego obozu niepodległościowego. A po 7 kwietnia stała rzecz bez precedensu: Rosja Putina wręcz pokochała Polskę. Lektura rosyjskiej prasy z dni poprzedzających Smoleńsk poraża. W rosyjskiej telewizji pokazano film „Katyń”. 9 kwietnia 2010 r. Wacław Radziwinowicz, moskiewski korespondent „Gazety Wyborczej”, relacjonował entuzjastycznie: „Dzięki obchodom katyńskim występują w mediach ludzie do tej pory cytowani niechętnie. Znakomitą robotę wykonała Natalia Lebiediewa, autorka fundamentalnych prac historycznych o tej zbrodni. (...) I prawie wszystkie czwartkowe gazety powołują się na Lebiediewą. Rządowa »Rossijskaja Gazieta«, która Katyniowi poświęciła czołówkę, powtarza za Natalią Siergiejewną, że »sam prezydent Rosji jest gotów potępić stalinizm«”. Czy taka Rosja mogła nazajutrz dokonać w Smoleńsku zamachu? Wykluczone!

Cel zamachu: polska godność

Co osiągnęła Rosja 10 kwietnia 2010 r.? Zginęli niepodległościowi polscy politycy, na czele z niewygodnym prezydentem, którego miejsce zajął ich przyjaciel Bronisław Komorowski. Ale z punktu widzenia głównego celu Rosji – degradacji lidera regionu – było to jeszcze niewiele.

Celem katastrofy smoleńskiej była katastrofa posmoleńska, demonstracja, że Polska to postkolonialny bantustan. Rząd Tuska nie zawiódł Rosji – oddał jej śledztwo i nie wystąpił o międzynarodową komisję ds. zbadania katastrofy. A skoro tak, to i świat mógł milczeć i udawać, że nic się nie stało. A po „wspaniałych gestach solidarności” rosyjskiej władzy opinia publiczna zaczęła być co jakiś czas inforowana o bulwersujących „zaniedbaniach” Rosji w smoleńskim śledztwie, które miały być częścią typowego dla tego kraju bałaganu. Twierdzę, że żadne z nich nie wynikało z bałaganiarstwa. Wymieńmy kilka.

Nie było efektem rosyjskiego bałaganu porzucenie na wiele miesięcy na płycie lotniska szczątków ciał i elementów samolotu.
Nie było nim zamienienie ciał w trumnach.
Nie przypadkiem także zdjęcia nagich ciał ofiar trafiły do internetu.
To nie pomyłka spowodowała, że świat usłyszał kłamliwe słowa o pijanym polskim generale, który rozbił samolot.
To nie z powodu bałaganu do ciał ofiar katastrofy wrzucano śmieci.
To nie przypadkiem rodzina Anny Solidarność w Moskwie zobaczyła jej ciało zachowane w dobrym stanie, a w Polsce na stole sekcyjnym szczątki mające być jej ciałem pozbawione były głowy.
Tak, ani jedno z tych strasznych wydarzeń nie było dziełem przypadku. Każde było starannie zaplanowane. Celem Smoleńska była degradacja Polski. Jednym ze sposobów zrealizowania tego celu – poniżenie godności Polaków.

Zachodni czytelnik przeczytawszy powyższe, popuka się w głowę. Ludziom z krajów cywilizowanych trudno uwierzyć w to, że można prowadzić politykę takimi metodami. Godność to pojęcie w polskiej debacie niemal zapomniane. Jeśli pojawia się, to przeważnie w przy okazji wspomnień o robotniczych protestach z czasów komunizmu. Niesłusznie zaliczone one zostało do kategorii abstrakcyjnych i nieuchwytnych.

Tymczasem w momentach kryzysowych w życiu narodów godność lub jej brak decyduje o ich najważniejszych wyborach. O tym, czy bić się, czy nie bić. Czy ryzykować walkę o wolność, czy się poddać.  Posługiwanie się pojęciem godności wcale nie wyklucza realpolitik, odwrotnie – poszerza możliwości prowadzenia realnych działań. Armia, której morale jest wysokie, jest bardziej użyteczna, co nie znaczy, że nie możemy jej poddać, jeśli nie ma szans na zwycięstwo.

Rosja zobaczyła w Lechu Kaczyńskim w Tbilisi w 2008 r. to, co tyle razy w historii sprawiało jej kłopoty: renesans polskiej godności. Uznała, że Polska, w której zamiast mentalności niewolniczej odbudowuje się godność narodowa, jest dla niej realnym zagrożeniem.

Po 10 kwietnia Polska straciła godność, rechocząc ze Smoleńska pod dyktando medialnych przyjaciół Moskwy. Dopiero wtedy cel zamachu został osiągnięty.

Jak się tuszuje zbrodnie w Rosji

Poniżaniu towarzyszyć miał brak twardych dowodów na zamach. Lista tych, którzy mieli wiedzę o katastrofie i zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, jest długa i pisaliśmy o nich wielokrotnie. Ale obserwowanie chwytów smoleńskich kłamców pokazuje, że tak naprawdę Moskwa wdrożyła po 10 kwietnia wobec Polski schemat propagandowy, który wielokrotnie stosowała wobec własnych obywateli. Maskowanie sprawstwa zbrodni zostało PR-owo przygotowane nie gorzej niż sama zbrodnia.

W artykule „Metody śledcze pułkownika Putina” w „Gazecie Polskiej” z 2 lutego 2011 r. zestawiłem wiedzę na temat 35 morderstw politycznych dokonanych w Rosji w poprzednich latach. W większości ofiarami byli dziennikarze. Sprawdziłem, jakie przyczyny ich śmierci „odkrywali” rosyjscy śledczy.

To była szokująca lektura. MAK nie musiał wysilać się na wymyślanie żadnych nowych uzasadnień, pisząc raport o przyczynach katastrofy w Smoleńsku. W Rosji kalki te są w użyciu – dosłownie – na co dzień. Alkohol, brawura, słaba psychika, fiksacja urządzeń technicznych – wiadomo, ten rosyjski bałagan! – należą do używanych najczęściej. Częstą praktyką jest to, że – jak w przypadku Smoleńska – zaraz po morderstwie prokuratura wyklucza jego polityczny motyw.

Wymieńmy parę przykładów. Zabity Siergiej Protazanow, dziennikarz gazety „Porozumienie Obywatelskie”, był, zdaniem rosyjskiej milicji, pijany niczym gen. Andrzej Błasik. Kiedy mordercy odwiedzili reportera Ilję Zimina, który w nocy wrócił z klubu, akurat popsuł się monitoring w budynku, gdzie mieszkał – równie kiepski jak radar w Smoleńsku. Redaktora Magomeda Jewłojewa zgubiła z kolei – niemal polska – brawura, przez którą przypadkiem został postrzelony w głowę.

Przypadek kpt. Arkadiusza Protasiuka, u którego MAK stwierdził „przewagę konformizmu w cechach charakteru”, to też tylko złagodzona wersja potraktowania dziennikarza Iwana Safronowa. Śledczy uznali, że jego śmierć była „wynikiem skłonności samobójczych”, których nigdy nie zauważyła rodzina ani koledzy.
A jeśli polityk zginie w katastrofie lotniczej? Ten wariant MAK przećwiczył już na gen. Lebiedziu. Winny jest pilot i mgła, a także prawdopodobne naciski ważnych osób na pokładzie śmigłowca, którym leciał (raport z 2002 r.).

Big Brother pod Krzyżem Pamięci

A problem z tymi, którzy drażnią władzę żałobą, żądaniem prawdy? Wywracanie zniczy, kradzież kwiatów i zdjęć zamordowanych też nie były oryginalnym pomysłem Hanny Gronkiewicz-Waltz. Identycznie zachowała się rosyjska milicja po zamordowaniu dziennikarki Anastazji Baburowej i adwokata Stanisława Markiełowa. „Tu jest normalna moskiewska ulica, a nie cmentarz!” – czczący ich pamięć słyszeli od rosyjskiej milicji to samo, co polscy obrońcy Krzyża Pamięci na Krakowskim Przedmieściu.

Twierdzę, że Rosja i prorosyjskie lobby w Polsce od początku, w uporządkowany sposób, przystąpiły do kanalizowania polskich protestów po Smoleńsku.

Było dla niej jasne, że w Polsce znajdą się ludzie nieprzemakalni na jej propagandę. Częścią jej planu, który zawiódł, było to, że po zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego obóz niepodległościowy pójdzie w rozsypkę.
A potem był spektakl, mający skojarzyć domaganie się prawdy o Smoleńsku, ze „sklerotycznymi świrami spod Krzyża”. Niczym w programie Big Brother wszystkie kamery prorządowych telewizji ustawiono przy grupie modlących się ludzi w publicznym miejscu, w okolicy czynnych do późna knajp.

Jednocześnie pojawiła się grupa codziennie przychodzących tam przeciwników, która zachęcała pijaną młodzież do szydzenia z nich. Jeśli nie wierzysz w to, że w sprawie Smoleńska Rosjanie prowadzą rzetelne śledztwo, to jesteś taki jak ci spod Krzyża – taki miał być medialny wydźwięk awantury. A jacy oni są? Starzy, sklerotyczni, tępawi, ponurzy, zdewociali, słabi, niepełnosprawni. A jednocześnie niebywale agresywni, sfanatyzowani i usiłujący terroryzować resztę obywateli.

Telewizyjne migawki pokazywały: ci, którzy są młodzi, pełni życia, robią sobie jaja z takich jak oni. Filmiki w internecie to był już Big Brother Ekstra, tylko dla dorosłych: mogliśmy zobaczyć, jak popychają ich, plują na nich, oddają mocz na ich znicze. Może to nieładnie, ale tamci aż się o to proszą przez swoją agresję – brzmiał przekaz.

Wnioski dla widza: nie gadaj o Smoleńsku, bo jak będziesz bredził o zamachu, będziesz taki jak ci, na których plują i oddają mocz. Na pewno tego chcesz?

Maski liderów tego spektaklu spadały powoli. Jeden z modlących się Andrzej Hadacz idealnie spełniał zapotrzebowanie mediów, które pragnęły pokazać „oszołoma” spod Krzyża. Okrzyki: „Nienawidzę ich” oraz deklaracje, że Tusk i Komorowski powinni dostać kulkę w łeb, stały się medialnymi hitami. A później odmieniony Hadacz pojawił się na Paradzie Równości razem z Ryszardem Kaliszem i Robertem Biedroniem.
A lider wrogów Krzyża, który tak sprawnie i przy bierności policji podpuszczał przeciwko „moherom” młodzież? Zbigniew S., ps. „Niemiec”, oskarżony w sprawie szantażowania senatora Krzysztofa Piesiewicza, okazał się skazanym wcześniej za gwałt kryminalistą.

Rosyjski kompleks niższości

I jeszcze jedna dygresja na koniec.  Wydaje się prawdopodobne, że na decyzję o zamordowaniu polskiego prezydenta w Smoleńsku miał wpływ odwieczny kompleks niższości, jaki Rosjanie czują wobec Polaków. Rosyjska władza, wnioskując z historycznych doświadczeń, wręcz przecenia polskie zagrożenie.
Sowietolog Ryszard Wraga pisał: „Trzeba być Rosjaninem, żeby wiedzieć, jak wielkie poczucie niższości żywią Rosjanie w stosunku do Polaków. Na to poczucie niższości składały się wieki historii. Wpływy polskiej myśli politycznej, społecznej i duchowej odegrały ogromną rolę w życiu Rosji”.

Nad usunięciem śladów polskich wpływów mocno pracowali bolszewicy w pierwszych latach po rewolucji. „Sztaby zsowietyzowanych profesorów i literatów usunęły z piśmiennictwa rosyjskiego wszystko, co świadczyło o roli Polski w życiu wschodniej Europy, o jej wpływach na naród rosyjski, a zwłaszcza ukraiński i białoruski” – stwierdzał Wraga.

Polakożerstwo rosyjskich elit brało się właśnie z tego kompleksu. „Świadome i inteligentne społeczeństwo rosyjskie zawsze sobie zdawało sprawę z tej żywotności i atrakcyjności polskiej kultury w stosunku do Wschodu. I pewnym aktem samoobrony była ta nagminna szowinistyczna antypolskość i polakożerstwo, jakimi są przesiąknięte prawie bez wyjątku wszystkie dzieła literatury rosyjskiej” – diagnozuje Wraga.

Prof. Stanisław Swianiewicz, cudem ocalały z Katynia profesor ekonomii, w książce „W cieniu Katynia” czyni pewną rewelacyjną uwagę. Uznaje, że tylko Katyń i deportacje Czeczenów z lat 40. (co czwarty z nich nie przeżył) łączyło coś, co wykraczało poza logikę sowieckiego terroru. Swianiewicz był autorem prac o ekonomicznym uzasadnieniu niewolniczej pracy w łagrach. Odkrył, że Katyń i deportacje nie pasowały do tego uzasadnienia. Przeciwnie. O deportacjach pisał: „Wyrwanie z aparatu gospodarczego w okresie głodu spowodowanego wojną kilkuset tysięcy producentów środków żywnościowych i rzucenie ich w bezludne stepy było nonsensem gospodarczym”. A o Katyniu: „tak samo (...) nonsensem gospodarczym było zlikwidowanie fizyczne tylu wysoko kwalifikowanych specjalistów”.

Chodziło o te narody, które w historii okazywały się odporne na rosyjskie działania mające rozwalić je od środka. W przypadku Polski o 1920 r., w przypadku Czeczenów o powstania z XIX w.

Przywrócić godność

„Swój »sukces« Rosja zawdzięcza umiejętności budowania siły z procesów rozkładowych i ludzkiego upadku. (…) Z podźwignięciem się człowieka i społeczeństw z nędzy automatycznie nastąpi zmierzch sowieckiej Rosji” – tak o rosyjskiej strategii pisał Henryk Józewski, współpracownik Marszałka Piłsudskiego, a potem jeden z Żołnierzy Wyklętych.

W 2010 r. zaatakowana Polska nie zdołała się podźwignąć z upadku. Zabrakło nam determinacji Ukraińców na kijowskim Majdanie. Ale liczba Polaków, którzy chcą powrotu polskiej tożsamości, rośnie. Stąd też każda próba przywrócenia nam godności niszczona jest z furią przez posługującą się nienagannym polskim rosyjską agenturę wpływu.

Ciągiem dalszym tego artykułu niech będzie film Anity Gargas, której mrówcza praca przyczynia się do przywrócenia Polakom godności. A 10 kwietnia 2014 r. niech wszyscy wolni Polacy spotkają się – jak wiele razy w historii – na Krakowskim Przedmieściu. Do zobaczenia.
Autor: Piotr Lisiewicz
Źródło: Gazeta Polska

_____
UWAGA!
1. Oświadczam, że kontrowersyjne poglądy autora źródłowego artykułu Piotra Lisiewicza, w powyższym tekście, nie są opinią naszego Portalu.
2. Z powodu kilku zgłoszeń ze strony użytkowników naszego Portalu, którzy nie chcą być utożsamiani z tak radykalnymi poglądami na ich prośbę przenoszę artykuł do "Czterech kątów Maryli".
3. Moją wątpliwość budzi brak pisemnej zgody autora tekstu, nie widziałem jej, ani nawet nie słyszałem o próbie jej zdobycia. Sam o to nie zabiegałem. Sądzę, że publikacje takich tekstów, powinny być uzgodnione z Redakcją. Dlatego proszę o przeredagowanie treści, aby wyraźnie wyrażał Twój osobisty pogląd na tekst Lisiewicza i link do źródła. Wtedy, mam nadzieję nie będzie budził już sprzeciwów i go przywrócimy.
ADMIN
« Ostatnia zmiana: Maj 04, 2014, 20:35:26 wysłana przez admin »

Offline Uczen_Sokratesa

  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 1240
Odp: Anatomia zbrodni. Co zdarzyło się w Smoleńsku.
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 08, 2014, 21:50:19 »
Moje osobiste spotkanie z rosyjską czernią to są rozmowy prowadzone na forach internetowych. Piszę rozmowy, choć to było doświadczenie raczej kontaktu z pełzającym złem, które stara się szkodzić ile się da. Teraz sądzę, że część z tych osób służyła Rosji i to nawet świadomie... Jestem dumny, ze broniłem Lecha Kaczyńskiego przed tonami błota na niego rzucanego...
Reagan nazwał ich imperium zła. Niestety ciągle to jest aktualne...

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 08, 2014, 22:37:52 »
Miałam okazję dyskutować z Rosjanami pod kilkunastoma reportażami ViceNews "Russian Roulette" na YouTube. Moje wrażenia z tych dyskusji? Nieprawdopodobna arogancja i buta, zacietrzewienie i nienawiść do innych nacji, przekonanie o własnej wyższości, całkowite lekceważenie czyichkolwiek uczuć. Cyniczne upadlanie innych. Co rzuca się w oczy to ogromna agresja wypowiedzi i chamstwo. Manipulacja faktami i bezczelne łgarstwa pisane bez najmniejszego wahania...cywilizowany człowiek czuje się zaszokowany w starciu z brutalnością "intelektualną" Rosjan. Jakbym nagle znalazła się w zupełnie innym barbarzyńskim świecie, w którym jednostka jest niczym...liczy się tylko "Rassija". Okropne wrażenia.
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 08, 2014, 23:08:49 wysłana przez marylaossowska »

Offline Teofil

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 566
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 09, 2014, 00:08:58 »
Trudno ocenić wszystkich Rosjan. Większość chce żyć w spokoju i godzą się z władzą, która wszystko za nich robi, nawet myśli. Dopóki mają pajdę chleba i "ćwiartkę na popicie" nie mają motywacji i chęci, żeby coś zmieniać. Tak wygodnie. Fanatyków z tymi pomarańczowo-czarnymi wstążkami jest zapewne garstka, ale z tego może być cała armia. Niestety te wnioski wyciągnięte w artykule mogą być bliskie prawdzie. Rosja stała się od wieków gniazdem demonów i upiorów. Jak się spojrzy to produkują prawie wyłącznie broń, wszędzie szczują narody przeciwko sobie, szukają wrogów. To brzmi jak najczarniejsza powieść teoriospiskowa, a jednak nie są to wymysły nawiedzonych, tylko fakty opowiadane przez byłych oficerów tajnych służb rosyjskich. Wygląda to jak apokaliptyczna wizja  Wielkiej Nierządnicy ujeżdżającej bestię, która właśnie wspomina o takim "Imperium zła". I tutaj rola Polski jest również niemalże apokaliptyczna, jak takiego Dawida narodów walczącego z niedźwiedziem i Goliatem. Polska zawsze była pionierem i symbolem normalnego świata otoczonego przez dwa dzikie imperia. Przegrywała wojny, ale ostatecznie zwycięstwo moralne nigdy nie jest po stronie zła. Podobnie jak w przepowiedni z Apokalipsy, zło ostatecznie będzie pokonane i to w wymiarze widzialnym, politycznym. Dziejowa sprawiedliwość musi nadejść i nadejdzie, być może to właśnie nasze pokolenie będzie świadkiem upadku zbrodniczych imperiów...

Taki upadek imperium rosyjskiego przepowiadają nie tyko prorocy, ale coraz więcej analityków z wielu dziedzin. Wszystkie złe imperia upadły, więc i rosyjskie taki los czeka, a ludzie z wątpliwą moralnością nie są w stanie odnowić moralnie systemowo zdemoralizowanych i pozbawionych kreatywności ludzi. Mogą podbić jakiś kraj, ale potem się okazuje, że nie wiedzą jak zagospodarować to zwycięstwo i jak dzikie hordy pozostawiają po sobie ruiny i płaczące kobiety...

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Nieznany, niepublikowany film z miejsca Tragedii Smoleńskiej z 10 kwietnia 2010
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 10, 2014, 20:11:21 »
Nieznany, niepublikowany film z miejsca Tragedii Smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku.

Link należy skopiować i wkleić w wyszukiwarkę, gdyż właściciel filmu nie pozwala na umieszczanie go na innych portalach: http://vimeo.com/91398776

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 04, 2014, 22:36:10 »
Wow.... Admin (aka Marcin) ALE AKCJA PO MIESIĄCU  :o :D 
_____
Cytuj
UWAGA!
1. Oświadczam, że kontrowersyjne poglądy autora źródłowego artykułu Piotra Lisiewicza, w powyższym tekście, nie są opinią naszego Portalu.
2. Z powodu kilku zgłoszeń ze strony użytkowników naszego Portalu, którzy nie chcą być utożsamiani z tak radykalnymi poglądami na ich prośbę przenoszę artykuł do "Czterech kątów Maryli".
3. Moją wątpliwość budzi brak pisemnej zgody autora tekstu, nie widziałem jej, ani nawet nie słyszałem o próbie jej zdobycia. Sam o to nie zabiegałem. Sądzę, że publikacje takich tekstów, powinny być uzgodnione z Redakcją. Dlatego proszę o przeredagowanie treści, aby wyraźnie wyrażał Twój osobisty pogląd na tekst Lisiewicza i link do źródła. Wtedy, mam nadzieję nie będzie budził już sprzeciwów i go przywrócimy.
ADMIN[/color]

A co to takiego Tobą spowodowało Adminie po miesiącu? :D Bo przez miesiąc to dyskutowałeś po tym tematem i jakoś problemu żadnego nie miałeś Adminie/Marcinie  :D
« Ostatnia zmiana: Maj 06, 2014, 07:11:34 wysłana przez marylaossowska »

Offline admin

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 219
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 05, 2014, 01:07:31 »

Komentowałem już wtedy sceptycznie jako Marcin i wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Ludzie widząc takie wiadomości, rzadko dochodzą do końca i nie wiedzą, że to reprint i potem biorąc Ciebie za widoczną twarz Portalu utożsamiają radykalne poglądy Lisiewicza, czy innego radykała z Poglądami całego naszego Portalu. Ja to traktuję ambiwalentnie, ale nie chcę ginąć za poglądy tego pana i jak sądzę Sokrates i Puella również. Jeśli to ponadto wywołuje niezadowolenie użytkowników i zniechęca do angażowania się osoby, które nie chcą być kojarzone z takimi poglądami, to dla PR chyba lepiej podziękować temu panu niż zniechęcać użytkowników... O cytowaniu całych artykułów mówimy nie od dziś. Lepiej wstydzić się, że mamy mało, ale za to tylko naszych autorskich artykułów, niż dostać żądanie usunięcia czegoś albo co gorszego. Taką notkę dałem nie tylko Tobie. To tylko dla informacji. O remanencie treści pod tym względem apel był wcześniej do wszystkich i to nie tylko mój.   
Ale ta dyskusja powinna być na naszym wewnętrznym dziale. Tutaj napisałem, żeby mieć podkładkę, że to nie moje poglądy, gdyby ktoś się chciał przyczepić. Chociaż nie wiem czy to wystarczy.   

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 05, 2014, 03:35:48 »
Cytuj
_____
Cytuj
UWAGA!
1. Oświadczam, że kontrowersyjne poglądy autora źródłowego artykułu Piotra Lisiewicza, w powyższym tekście, nie są opinią naszego Portalu.
2. Z powodu kilku zgłoszeń ze strony użytkowników naszego Portalu, którzy nie chcą być utożsamiani z tak radykalnymi poglądami na ich prośbę przenoszę artykuł do "Czterech kątów Maryli".
3. Moją wątpliwość budzi brak pisemnej zgody autora tekstu, nie widziałem jej, ani nawet nie słyszałem o próbie jej zdobycia. Sam o to nie zabiegałem. Sądzę, że publikacje takich tekstów, powinny być uzgodnione z Redakcją. Dlatego proszę o przeredagowanie treści, aby wyraźnie wyrażał Twój osobisty pogląd na tekst Lisiewicza i link do źródła. Wtedy, mam nadzieję nie będzie budził już sprzeciwów i go przywrócimy.
ADMIN[/color]

Cytuj
Komentowałem już wtedy sceptycznie jako Marcin i wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Ludzie widząc takie wiadomości, rzadko dochodzą do końca i nie wiedzą, że to reprint i potem biorąc Ciebie za widoczną twarz Portalu utożsamiają radykalne poglądy Lisiewicza, czy innego radykała z Poglądami całego naszego Portalu. Ja to traktuję ambiwalentnie, ale nie chcę ginąć za poglądy tego pana i jak sądzę Sokrates i Puella również. Jeśli to ponadto wywołuje niezadowolenie użytkowników i zniechęca do angażowania się osoby, które nie chcą być kojarzone z takimi poglądami, to dla PR chyba lepiej podziękować temu panu niż zniechęcać użytkowników... O cytowaniu całych artykułów mówimy nie od dziś. Lepiej wstydzić się, że mamy mało, ale za to tylko naszych autorskich artykułów, niż dostać żądanie usunięcia czegoś albo co gorszego. Taką notkę dałem nie tylko Tobie. To tylko dla informacji. O remanencie treści pod tym względem apel był wcześniej do wszystkich i to nie tylko mój.   
Ale ta dyskusja powinna być na naszym wewnętrznym dziale. Tutaj napisałem, żeby mieć podkładkę, że to nie moje poglądy, gdyby ktoś się chciał przyczepić. Chociaż nie wiem czy to wystarczy.   

Wow..."sceptycznie dyskutowałeś "  :D :D

Tekst, cytuję: "Z powodu kilku zgłoszeń ze strony użytkowników naszego Portalu, którzy nie chcą być utożsamiani" jest oczywiście bzdurą wyssaną z palca. Bo Admin/Marcin doskonale wie, że realnych i piszących użytkowników na tym portalu jest dokładnie ośmiu. Z których żaden nic nie "zgłaszał".

Na tekst, że - cytuję - "Ludzie widząc takie wiadomości, rzadko dochodzą do końca i nie wiedzą, że to reprint i potem biorąc Ciebie za widoczną twarz Portalu utożsamiają radykalne poglądy Lisiewicza, czy innego radykała z Poglądami całego naszego Portalu" wręcz nie chce mi się odpowiadać. Nawet bardzo mało rozgarnięty człowiek bowiem widzi, że już w pierwszym wytłuszczonym zdaniu napisałam, iż jest to artykuł Piotra Lisiewicza opublikowany w Gazecie Polskiej.

PS.
Adminie/Marcinie
Jeśli naprawdę chciałbyś dyskutować tak, żeby było to widoczne jedynie dla właścicieli portalu - to tak rób! Nie da się zjeść ciasteczka i je mieć.
Ty chciałbyś mi tak przywalić, by to co Ty piszesz widzieli wszyscy, ale jednocześnie chciałbyś, by moje odpowiedzi nie były dla nikogo widoczne.
Ale o mi tam - mówisz masz. Odpowiadam w dziale tylko dla redaktorów.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 01, 2014, 19:04:56 wysłana przez marylaossowska »

Offline Brawur

  • Użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 134
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 05, 2014, 09:34:50 »

Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku

Pijany Wania z zepsutym traktorem słuchający ruskiego disco, zdolny do bezmyślnej brutalności – ten stereotyp to tylko część prawdy o Rosji. Ona czasami chce, byśmy tak ją postrzegali. Ale jest dziedzina, w której Rosja jest precyzyjna niczym japońska elektronika. Okrucieństwo pijanego Wani używane jest przez rosyjskie służby specjalne w sposób przygotowany, przemyślany i inteligentny. Bo zleceniodawcy zawodowych morderców bywają inteligentni.

„Katyń był fragmentem szeroko opracowanego planu, który wykonano na zimno” – pisał Józef Czapski w książce „Na nieludzkiej ziemi”. Czwarta rocznica Smoleńska i trwająca rosyjska napaść na Ukrainę to odpowiedni moment, żebyśmy odpowiedzieli sobie bez autocenzury na pytanie, częścią jakiej operacji był 10 kwietnia 2010 r.

Oglądam właśnie film Anity Gargas „Anatomia upadku 2”. Informacje o Smoleńsku zebrane w jednym miejscu robią szokujące wrażenie, tym bardziej że pojawiają się w przestrzeni publicznej, gdy dzięki twardej postawie Ukraińców Rosja musiała zdjąć maskę krainy dobrotliwej i miłującej pokój.

Próbuję wczuć się w rolę obcokrajowca, który dowiaduje się, jak wygląda śledztwo smoleńskie w Polsce – kraju będącym członkiem Unii Europejskiej i NATO. Zapewne kręci ze zdziwieniem głową, myśląc, że ogląda film science fiction. To nie science fiction, to Rosja i postkomunizm – postanawiam wytłumaczyć zarówno jemu, jak i wielu zdezorientowanym moim rodakom.

Smoleńsk jako nowoczesny Katyń

Pytanie: „Ale jaki motyw mogła mieć Rosja?” – pada częściej w nocnych Polaków rozmowach niż w mediach. „Żaden, bo przecież Lechowi Kaczyńskiemu niebawem kończyła się kadencja, a szanse na reelekcję miał raczej niewielkie” – podpowiadają te ostatnie.

Odpowiedź, której sami sobie udzielamy, też bywa błędna lub niepełna. Celem Rosji nie była tylko likwidacja prezydenta Lecha Kaczyńskiego ani samo uderzenie w Polskę. W takim razie co?

Ratując w 2008 r. pod przywództwem Lecha Kaczyńskiego Gruzję, kraje naszego regionu pierwszy raz od II wojny światowej zachowały się tak, jakby były pełnoprawnymi, zachodnimi państwami, a nie satelitami Moskwy. Obok polskiego prezydenta stał przywódca Ukrainy.

Rosja nie chciała w swojej strefie wpływów ani niepodległych narodów zabiegających o swoje interesy, ani zachodnich standardów. W szczególności zaś nie chciała sojuszu polsko-ukraińskiego. Polska i jej sojusznicy nie byli dla Rosji największym kłopotem na świecie, ale znaczącym regionalnym zagrożeniem.
Moskwa rozwiązała to zagrożenie w sposób typowy dla swojej polityki od wieków, natomiast dostosowany do czasów internetu i masowych mediów.

Smoleńsk był demonstracją, odpowiedzią Rosji: jesteście tylko postkolonialnymi byłymi demoludami, skoro prezydenta Polski, która miała aspiracje wam przewodzić, można bezkarnie zabić. I zarówno jego naród, jak i zachodni sojusznicy nie ruszą w tej sprawie palcem. I pamiętajcie, że tego, kto będzie podskakiwał, spotka ten sam los. Rosja Putina prowadzi konsekwentną operację na rzecz podporządkowywania sobie dawnego bloku wschodniego i Smoleńsk był jej – jak wykażemy – logicznym elementem.

Ci, którzy nie wierzyli w zamach, wysuwali zaraz po katastrofie argument, że byłby on dla Rosji zbyt ryzykowny. Cztery lata po 10 kwietnia wiemy już, że to nieprawda. Nawet ci, którzy twierdzą, że zamachu nie było, muszą przyznać, że Rosja jeśli tylko chciała, mogła go zorganizować. Międzynarodowa komisja w tej sprawie nie powstała. Moskwa ma nadal główne dowody w swoich rękach.

Smoleńsk to był nowoczesny Katyń. Przygotowywany powoli, starannie, konsekwentnie i wszechstronnie. A jego sprawstwo zostało zamaskowane metodami, które są w użyciu w Rosji na co dzień, przy okazji zabójstw niewygodnych dziennikarzy czy działaczy praw człowieka. Tekst niniejszy służyć ma wyjaśnieniu, dlaczego i jak przygotowano tę zbrodnię.

Bunt Europejczyków drugiej kategorii

Do pełnego zrozumienia, czym był Smoleńsk, jakie były jego przyczyny, przebieg i skutki, niezbędna jest wiedza z trzech dziedzin.

Po pierwsze, systematyczne obserwowanie niezależnych śledztw dziennikarskich, naukowych konferencji, prac sejmowego zespołu. I obiektywne konfrontowanie ich dorobku z propagandą Rosjan i rządu Tuska. Wniosek: robi to niewielka część Polaków.

Po drugie, znajomość metod imperium rosyjskiego w podboju świata. Sposobów doprowadzania do rozkładu państw, które Moskwa chce podbić lub zwasalizować. Zupełnie odmiennych od europejskich. W szczególności przydatna jest tu znajomość dorobku polskich sowietologów i znawców Rosji z czasów II RP i antykomunistycznej emigracji, w czasach zimnej wojny zatrudnianych przez Stany Zjednoczone i inne państwa Zachodu. Wniosek: zrozumienie rosyjskich metod jest wśród Polaków niewielkie i raczej instynktowne. Na pewno dużo mniejsze niż w XIX wieku czy w czasach PRL.

Po trzecie, znajomość technologii morderstw politycznych, będących codziennością we współczesnej Rosji. Od początków, czyli PR-owych przygotowań, po schematy ich tuszowania. Wniosek: niewielu Polaków czytało Politkowską czy Litwinienkę. I znów: mają oni tylko potoczną, instynktowną wiedzę, że w Rosji władza jest bezkarna.

Z tych trzech punktów wynika więc, że jakkolwiek większość Polaków nie wierzy Rosji, bo wie, co to komuna i KGB, to jednocześnie nie rozumie, jakiej operacji została poddana.

By zrozumieć, jak niepokojące było dla Rosji to, co stało się w Gruzji, cofnijmy się do historycznego obrazka opisanego w powieści „Kontra” Józefa Mackiewicza. Jest to książka o losach żołnierzy z narodów leżących na wschód od Polski. Podczas wojny walczyli przeciwko Związkowi Sowieckiemu, a potem – jako członkowie narodów drugiej kategorii – zostali wydani przez cywilizowany Zachód w ręce Stalina.

Gdy w Tbilisi obok polskiego prezydenta i z jego inicjatywy stanęli prezydenci Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premier Łotwy, by zatrzymać rosyjskie czołgi, przełamany został ten fatalizm historii. Oto narody drugiej kategorii pierwszy raz zachowały się jak narody z tej lepszej Europy.

1989 r. nie był dla Moskwy takim szokiem. Po pierwsze, przegrywała z Ameryką Reagana, a nie z satelitami, w większości których opozycja była słaba. Po drugie, mniej lub bardziej sprawnie kontrolowała wymuszony na niej proces transformacji. W 2008 r. inicjatywa postawienia się Moskwie wyszła od byłych demoludów, a nie ze „starego” Zachodu.

„Istota siły rosyjskiej”

Metody pacyfikowania buntowników Rosjanie mają wypracowane od wieków. W swoim głośnym artykule „Uwagi o istocie siły rosyjskiej” wybitny polski znawca Rosji Włodzimierz Bączkowski przytaczał książkę „Operacja warszawska” Borysa Szaposznikowa, profesora sowieckich uczelni, autora wojskowego planu sowieckiej napaści na Polskę z 1939 r.

Książka dotyczyła wojny z 1920 r. Zdaniem Szaposznikowa, główną przyczyną porażki nie było wcale złe uzbrojenie armii, ale błędna ocena sytuacji wewnętrznej w Polsce. „Przeceniliśmy zrewolucjonizowanie wewnętrznej sytuacji w Polsce w tym okresie. Ta przesada w ocenie sytuacji w Polsce znalazła swój wyraz w nadmiernej, tzn. nieuzgodnionej z naszymi możliwościami, ofensywnej operacji” – pisał. Dowodził, że najważniejsze jest, by – zgodnie z rosyjską szkołą – wroga „spreparować” tak, żeby go można było „gołymi rękami wziąć” – „szapkami zakidat”.

Bączkowski tłumaczył, że Zachód nie potrafi skutecznie przeciwstawiać się Moskwie, bo błędnie uważa ją za podobne sobie państwo europejskie. Tymczasem Rosja jest powierzchownie powleczonym europejskością państwem azjatyckim, czerpiącym wojenną strategię od Czyngis-chana i Chińczyków.

Istotą jej siły nie jest wcale nowoczesna armia, bo takiej Moskwa nigdy nie miała, lecz rozkładanie wewnętrzne państw, które chce podbić. Pisał w tym kontekście o Polsce przedrozbiorowej i jej elitach żyjących z carskich pensji. Stwierdzał, że źródłem siły Moskwy „nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową”. Dopiero gdy podbijane państwo było niezdolne do obrony, następował „tryumfalny marsz hordy”.

Naczelnym kłamstwem moskiewskiej propagandy jest twierdzenie, że rosyjskie służby robią to samo, co amerykańskie, izraelskie czy niemieckie. Nie – oprócz tego prowadzą działania, jakich nie prowadzi – na zbliżoną skalę - NIKT na świecie. Jak wspominał Jurij Bezmienow, były współpracownik sowieckiego wywiadu w latach 80., z pieniędzy KGB przeznaczonych na działania za granicą, zaledwie 10–15 proc. przeznaczone było na klasyczną działalność szpiegowską. Cała reszta, 85-90 proc., szła na działania w wolnym świecie legalne. Tworzenie partii politycznych, mediów, instytucji naukowych itp.

Preparowanie w praktyce

Jakie narzędzia do prowadzenia tego typu działań miała Rosja w Polsce w 2008 r.? Polska była państwem, które przez pół wieku było pod moskiewskim panowaniem i nie odsunęło byłych komunistów od wpływów, lecz odwrotnie – zgodziło się, by to oni stworzyli postkomunistyczną oligarchię, kontrolowali media. Agentura Moskwy w III RP praktycznie nie była zwalczana.

Moskwa w latach 2008–2010 zachowywała się z zimną racjonalnością. Używając słów Szaposznikowa, „preparowała” i „rozkładała” polskie instytucje albo czekała, aż partia Tuska w imię partykularnych interesów rozłoży je sama. Kalendarium tego, jak ludzi obozu niepodległościowego odsuwano od wpływu na władzę polityczną, służby specjalne, BOR, media, uczelnie wyższe, episkopat, zajęłoby tu wiele stron. Ich miejsce zajmowali, rzecz jasna, nie tylko rosyjscy agenci, lecz także osoby powiązane z Rosją innym typem zależności, np. interesami, oraz osoby bezideowe, chwiejne, słabego charakteru, pozbawione patriotycznej tożsamości, karierowicze itp., jednym słowem ci, co do których Rosja mogła mieć pewność, że nie będą stawiać oporu.

6 kwietnia 2010 r. prezes IPN, prof. Janusz Kurtyka, wypowiedział słowa: „Demontaż państwa już się skończył, teraz zaczną znikać ludzie”. Podobnie stan państwa diagnozowali Rosjanie. W międzyczasie korzystna dla nich stała się też koniunktura międzynarodowa – twardego Busha zastąpił Obama.

Profesjonalny PR seryjnego samobójcy

Jednocześnie możemy dostrzec w Polsce sprzed 10 kwietnia działania, które z dzisiejszego punktu widzenia wyglądają na przygotowania do Smoleńska.

Jak w Rosji przygotowuje się polityczne zbrodnie? Aleksander Litwinienko, zamordowany w 2006 r. były funkcjonariusz FSB, opisał te metody dość precyzyjnie. Był on wcześniej funkcjonariuszem Wydziału Federalnej Służby do Zwalczania Grup Przestępczych. Zajmowała się ona likwidowaniem ludzi niewygodnych dla Putina.
Z opowieści Litwinienki wyłania się wstrząsający obraz. Polityczne morderstwo jest w Rosji produktem, który trzeba odpowiednio PR-owo sprzedać, tak jak polisę ubezpieczeniową, meble czy krem przeciwzmarszczkowy.
Taka akcja PR-owska rozpoczyna się na długo przed samą egzekucją. Czasem początkiem zbrodni jest przez nikogo niezauważona notka prasowa. „Artykuły takie zamieszcza się w gazetach, może nie najbardziej popularnych. Pojawia się malutka wzmianka, gdzieś w kąciku” – opowiadał Litwinienko.

Po co? To początek budowania legendy, która za jakiś czas pozwoli bezkarnie zabić. Służby mają na swoich usługach różnych drobnych podwykonawców. „Jedni wysadzają, drudzy strzelają z broni snajperskiej, trzeci operują siekierą” – wyliczał Litwinienko.

Ale przy zabójstwach politycznych ważniejsi są inni: „Profesjonaliści otrzaskani w specsłużbach starannie zbierają informacje potrzebne do zaplanowania zabójstwa, zwłaszcza jeśli to zabójstwo polityczne. Zadanie – zbić z tropu śledczych i opinię społeczną, przedstawić prawdopodobną fałszywą wersję wydarzeń”.
Jak przygotowywano PR-owo Smoleńsk? Od 2008 r. w polskich mediach pojawił się szereg narracji, które po 10 kwietnia przydatne się okazały do lansowania tezy, że to prezydent z pomocą pijanego generała są winni katastrofy.

Historią o tym, jak prezydent naciskał na pilota, epatowano w 2008 r. po wylocie do Gruzji. Gra operacyjna w tej sprawie prowadzona była przed tym wylotem: rząd naciskał na Kaczyńskiego, by do Tbilisi nie poleciał. Wcześniej mieliśmy do czynienia z głośnymi awanturami o udostępnienie prezydentowi rządowego samolotu, m.in. podczas wyjazdu na szczyt do Brukseli.

Zrobiono więc wszystko, by przekonać prezydenta, że rząd może znów piętrzyć kłopoty z samolotem do storpedowania jego misji. I zachęcić go, by – gdy pilot odmówi wykonania lotu do Tbilisi – naciskał na niego.
Ale przez media przetoczyła się jeszcze jedna kampania, z pozoru całkiem kuriozalna. „Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu?” – pytał już w 2008 r. Janusz Palikot. Skłonności do pijaństwa przypisywał też Kancelarii Prezydenta – mało kto pamięta dziś newsy o tym, że kupuje ona duże ilości małych buteleczek alkoholu, tzw. małpek.

Z punktu widzenia ówczesnych kampanii nienawiści wobec Kaczyńskiego te akurat wypowiedzi Palikota były mało skuteczne. Z pijaństwem kojarzył się jego poprzednik Aleksander Kwaśniewski.
Poza tym prezydent Kaczyński miał być według tychże mediów antypatycznym sztywniakiem, w przeciwieństwie do sympatycznego luzaka Tuska, więc przypisywanie mu skłonności do nadużywania wina było im raczej nie na rękę.

Sprawa wróciła po Smoleńsku. Palikot powściągał nieco język do wyborów prezydenckich w 2010 r., które wygrał jego przyjaciel Bronisław Komorowski. Dzień po nich zaatakował insynuacjami: „Czy pobrano i przebadano krew Lecha Kaczyńskiego pod kątem obecności alkoholu? Czy prezydent był na pokładzie pod wpływem alkoholu?”.

Odczłowieczanie przyszłej ofiary

Oprócz tych kampanii, szokująco przydatnych później kłamcom smoleńskim, media zrobiły bardzo wiele, by Polacy „nie płakali po Kaczyńskim”. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że w tej odczłowieczającej kampanii nienawiści wobec prezydenta, która szalała w polskich mediach, wiodącą rolę odegrali ludzie Rosji. To był nieustanny bluzg rodem z hitlerowskiej lub stalinowskiej propagandy, i to w skrajnym wydaniu. Zanim prezydent został zamordowany, wszyscy Polacy mieli mieć w głowach zakodowane, że to brzydki karzeł, zapijaczony,  mlaszczący, śliniący się, nieumiejący się wypowiedzieć półdebil. Takiego nikt przecież żałować nie będzie.
Gdy wtedy protestowałem przeciwko temu obrzucaniu gównem, zadawałem sobie pytanie, dlaczego właściwie Lech Kaczyński – polityk umiarkowany, zatrudniający w prezydenckiej kancelarii osoby dalekie od jego obozu politycznego – jest atakowany z największym natężeniem nienawiści. Odpowiedź poznaliśmy 10 kwietnia – oni przygotowywali jego likwidację.

A teraz was pokochamy

Rosyjska intryga spowodowała rozdzielenie wizyt z 7 i 10 kwietnia. W tej drugiej wzięli udział w większości ludzie polskiego obozu niepodległościowego. A po 7 kwietnia stała rzecz bez precedensu: Rosja Putina wręcz pokochała Polskę. Lektura rosyjskiej prasy z dni poprzedzających Smoleńsk poraża. W rosyjskiej telewizji pokazano film „Katyń”. 9 kwietnia 2010 r. Wacław Radziwinowicz, moskiewski korespondent „Gazety Wyborczej”, relacjonował entuzjastycznie: „Dzięki obchodom katyńskim występują w mediach ludzie do tej pory cytowani niechętnie. Znakomitą robotę wykonała Natalia Lebiediewa, autorka fundamentalnych prac historycznych o tej zbrodni. (...) I prawie wszystkie czwartkowe gazety powołują się na Lebiediewą. Rządowa »Rossijskaja Gazieta«, która Katyniowi poświęciła czołówkę, powtarza za Natalią Siergiejewną, że »sam prezydent Rosji jest gotów potępić stalinizm«”. Czy taka Rosja mogła nazajutrz dokonać w Smoleńsku zamachu? Wykluczone!

Cel zamachu: polska godność

Co osiągnęła Rosja 10 kwietnia 2010 r.? Zginęli niepodległościowi polscy politycy, na czele z niewygodnym prezydentem, którego miejsce zajął ich przyjaciel Bronisław Komorowski. Ale z punktu widzenia głównego celu Rosji – degradacji lidera regionu – było to jeszcze niewiele.

Celem katastrofy smoleńskiej była katastrofa posmoleńska, demonstracja, że Polska to postkolonialny bantustan. Rząd Tuska nie zawiódł Rosji – oddał jej śledztwo i nie wystąpił o międzynarodową komisję ds. zbadania katastrofy. A skoro tak, to i świat mógł milczeć i udawać, że nic się nie stało. A po „wspaniałych gestach solidarności” rosyjskiej władzy opinia publiczna zaczęła być co jakiś czas inforowana o bulwersujących „zaniedbaniach” Rosji w smoleńskim śledztwie, które miały być częścią typowego dla tego kraju bałaganu. Twierdzę, że żadne z nich nie wynikało z bałaganiarstwa. Wymieńmy kilka.

Nie było efektem rosyjskiego bałaganu porzucenie na wiele miesięcy na płycie lotniska szczątków ciał i elementów samolotu.
Nie było nim zamienienie ciał w trumnach.
Nie przypadkiem także zdjęcia nagich ciał ofiar trafiły do internetu.
To nie pomyłka spowodowała, że świat usłyszał kłamliwe słowa o pijanym polskim generale, który rozbił samolot.
To nie z powodu bałaganu do ciał ofiar katastrofy wrzucano śmieci.
To nie przypadkiem rodzina Anny Solidarność w Moskwie zobaczyła jej ciało zachowane w dobrym stanie, a w Polsce na stole sekcyjnym szczątki mające być jej ciałem pozbawione były głowy.
Tak, ani jedno z tych strasznych wydarzeń nie było dziełem przypadku. Każde było starannie zaplanowane. Celem Smoleńska była degradacja Polski. Jednym ze sposobów zrealizowania tego celu – poniżenie godności Polaków.

Zachodni czytelnik przeczytawszy powyższe, popuka się w głowę. Ludziom z krajów cywilizowanych trudno uwierzyć w to, że można prowadzić politykę takimi metodami. Godność to pojęcie w polskiej debacie niemal zapomniane. Jeśli pojawia się, to przeważnie w przy okazji wspomnień o robotniczych protestach z czasów komunizmu. Niesłusznie zaliczone one zostało do kategorii abstrakcyjnych i nieuchwytnych.

Tymczasem w momentach kryzysowych w życiu narodów godność lub jej brak decyduje o ich najważniejszych wyborach. O tym, czy bić się, czy nie bić. Czy ryzykować walkę o wolność, czy się poddać.  Posługiwanie się pojęciem godności wcale nie wyklucza realpolitik, odwrotnie – poszerza możliwości prowadzenia realnych działań. Armia, której morale jest wysokie, jest bardziej użyteczna, co nie znaczy, że nie możemy jej poddać, jeśli nie ma szans na zwycięstwo.

Rosja zobaczyła w Lechu Kaczyńskim w Tbilisi w 2008 r. to, co tyle razy w historii sprawiało jej kłopoty: renesans polskiej godności. Uznała, że Polska, w której zamiast mentalności niewolniczej odbudowuje się godność narodowa, jest dla niej realnym zagrożeniem.

Po 10 kwietnia Polska straciła godność, rechocząc ze Smoleńska pod dyktando medialnych przyjaciół Moskwy. Dopiero wtedy cel zamachu został osiągnięty.

Jak się tuszuje zbrodnie w Rosji

Poniżaniu towarzyszyć miał brak twardych dowodów na zamach. Lista tych, którzy mieli wiedzę o katastrofie i zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach, jest długa i pisaliśmy o nich wielokrotnie. Ale obserwowanie chwytów smoleńskich kłamców pokazuje, że tak naprawdę Moskwa wdrożyła po 10 kwietnia wobec Polski schemat propagandowy, który wielokrotnie stosowała wobec własnych obywateli. Maskowanie sprawstwa zbrodni zostało PR-owo przygotowane nie gorzej niż sama zbrodnia.

W artykule „Metody śledcze pułkownika Putina” w „Gazecie Polskiej” z 2 lutego 2011 r. zestawiłem wiedzę na temat 35 morderstw politycznych dokonanych w Rosji w poprzednich latach. W większości ofiarami byli dziennikarze. Sprawdziłem, jakie przyczyny ich śmierci „odkrywali” rosyjscy śledczy.

To była szokująca lektura. MAK nie musiał wysilać się na wymyślanie żadnych nowych uzasadnień, pisząc raport o przyczynach katastrofy w Smoleńsku. W Rosji kalki te są w użyciu – dosłownie – na co dzień. Alkohol, brawura, słaba psychika, fiksacja urządzeń technicznych – wiadomo, ten rosyjski bałagan! – należą do używanych najczęściej. Częstą praktyką jest to, że – jak w przypadku Smoleńska – zaraz po morderstwie prokuratura wyklucza jego polityczny motyw.

Wymieńmy parę przykładów. Zabity Siergiej Protazanow, dziennikarz gazety „Porozumienie Obywatelskie”, był, zdaniem rosyjskiej milicji, pijany niczym gen. Andrzej Błasik. Kiedy mordercy odwiedzili reportera Ilję Zimina, który w nocy wrócił z klubu, akurat popsuł się monitoring w budynku, gdzie mieszkał – równie kiepski jak radar w Smoleńsku. Redaktora Magomeda Jewłojewa zgubiła z kolei – niemal polska – brawura, przez którą przypadkiem został postrzelony w głowę.

Przypadek kpt. Arkadiusza Protasiuka, u którego MAK stwierdził „przewagę konformizmu w cechach charakteru”, to też tylko złagodzona wersja potraktowania dziennikarza Iwana Safronowa. Śledczy uznali, że jego śmierć była „wynikiem skłonności samobójczych”, których nigdy nie zauważyła rodzina ani koledzy.
A jeśli polityk zginie w katastrofie lotniczej? Ten wariant MAK przećwiczył już na gen. Lebiedziu. Winny jest pilot i mgła, a także prawdopodobne naciski ważnych osób na pokładzie śmigłowca, którym leciał (raport z 2002 r.).

Big Brother pod Krzyżem Pamięci

A problem z tymi, którzy drażnią władzę żałobą, żądaniem prawdy? Wywracanie zniczy, kradzież kwiatów i zdjęć zamordowanych też nie były oryginalnym pomysłem Hanny Gronkiewicz-Waltz. Identycznie zachowała się rosyjska milicja po zamordowaniu dziennikarki Anastazji Baburowej i adwokata Stanisława Markiełowa. „Tu jest normalna moskiewska ulica, a nie cmentarz!” – czczący ich pamięć słyszeli od rosyjskiej milicji to samo, co polscy obrońcy Krzyża Pamięci na Krakowskim Przedmieściu.

Twierdzę, że Rosja i prorosyjskie lobby w Polsce od początku, w uporządkowany sposób, przystąpiły do kanalizowania polskich protestów po Smoleńsku.

Było dla niej jasne, że w Polsce znajdą się ludzie nieprzemakalni na jej propagandę. Częścią jej planu, który zawiódł, było to, że po zamordowaniu Lecha Kaczyńskiego obóz niepodległościowy pójdzie w rozsypkę.
A potem był spektakl, mający skojarzyć domaganie się prawdy o Smoleńsku, ze „sklerotycznymi świrami spod Krzyża”. Niczym w programie Big Brother wszystkie kamery prorządowych telewizji ustawiono przy grupie modlących się ludzi w publicznym miejscu, w okolicy czynnych do późna knajp.

Jednocześnie pojawiła się grupa codziennie przychodzących tam przeciwników, która zachęcała pijaną młodzież do szydzenia z nich. Jeśli nie wierzysz w to, że w sprawie Smoleńska Rosjanie prowadzą rzetelne śledztwo, to jesteś taki jak ci spod Krzyża – taki miał być medialny wydźwięk awantury. A jacy oni są? Starzy, sklerotyczni, tępawi, ponurzy, zdewociali, słabi, niepełnosprawni. A jednocześnie niebywale agresywni, sfanatyzowani i usiłujący terroryzować resztę obywateli.

Telewizyjne migawki pokazywały: ci, którzy są młodzi, pełni życia, robią sobie jaja z takich jak oni. Filmiki w internecie to był już Big Brother Ekstra, tylko dla dorosłych: mogliśmy zobaczyć, jak popychają ich, plują na nich, oddają mocz na ich znicze. Może to nieładnie, ale tamci aż się o to proszą przez swoją agresję – brzmiał przekaz.

Wnioski dla widza: nie gadaj o Smoleńsku, bo jak będziesz bredził o zamachu, będziesz taki jak ci, na których plują i oddają mocz. Na pewno tego chcesz?

Maski liderów tego spektaklu spadały powoli. Jeden z modlących się Andrzej Hadacz idealnie spełniał zapotrzebowanie mediów, które pragnęły pokazać „oszołoma” spod Krzyża. Okrzyki: „Nienawidzę ich” oraz deklaracje, że Tusk i Komorowski powinni dostać kulkę w łeb, stały się medialnymi hitami. A później odmieniony Hadacz pojawił się na Paradzie Równości razem z Ryszardem Kaliszem i Robertem Biedroniem.
A lider wrogów Krzyża, który tak sprawnie i przy bierności policji podpuszczał przeciwko „moherom” młodzież? Zbigniew S., ps. „Niemiec”, oskarżony w sprawie szantażowania senatora Krzysztofa Piesiewicza, okazał się skazanym wcześniej za gwałt kryminalistą.

Rosyjski kompleks niższości

I jeszcze jedna dygresja na koniec.  Wydaje się prawdopodobne, że na decyzję o zamordowaniu polskiego prezydenta w Smoleńsku miał wpływ odwieczny kompleks niższości, jaki Rosjanie czują wobec Polaków. Rosyjska władza, wnioskując z historycznych doświadczeń, wręcz przecenia polskie zagrożenie.
Sowietolog Ryszard Wraga pisał: „Trzeba być Rosjaninem, żeby wiedzieć, jak wielkie poczucie niższości żywią Rosjanie w stosunku do Polaków. Na to poczucie niższości składały się wieki historii. Wpływy polskiej myśli politycznej, społecznej i duchowej odegrały ogromną rolę w życiu Rosji”.

Nad usunięciem śladów polskich wpływów mocno pracowali bolszewicy w pierwszych latach po rewolucji. „Sztaby zsowietyzowanych profesorów i literatów usunęły z piśmiennictwa rosyjskiego wszystko, co świadczyło o roli Polski w życiu wschodniej Europy, o jej wpływach na naród rosyjski, a zwłaszcza ukraiński i białoruski” – stwierdzał Wraga.

Polakożerstwo rosyjskich elit brało się właśnie z tego kompleksu. „Świadome i inteligentne społeczeństwo rosyjskie zawsze sobie zdawało sprawę z tej żywotności i atrakcyjności polskiej kultury w stosunku do Wschodu. I pewnym aktem samoobrony była ta nagminna szowinistyczna antypolskość i polakożerstwo, jakimi są przesiąknięte prawie bez wyjątku wszystkie dzieła literatury rosyjskiej” – diagnozuje Wraga.

Prof. Stanisław Swianiewicz, cudem ocalały z Katynia profesor ekonomii, w książce „W cieniu Katynia” czyni pewną rewelacyjną uwagę. Uznaje, że tylko Katyń i deportacje Czeczenów z lat 40. (co czwarty z nich nie przeżył) łączyło coś, co wykraczało poza logikę sowieckiego terroru. Swianiewicz był autorem prac o ekonomicznym uzasadnieniu niewolniczej pracy w łagrach. Odkrył, że Katyń i deportacje nie pasowały do tego uzasadnienia. Przeciwnie. O deportacjach pisał: „Wyrwanie z aparatu gospodarczego w okresie głodu spowodowanego wojną kilkuset tysięcy producentów środków żywnościowych i rzucenie ich w bezludne stepy było nonsensem gospodarczym”. A o Katyniu: „tak samo (...) nonsensem gospodarczym było zlikwidowanie fizyczne tylu wysoko kwalifikowanych specjalistów”.

Chodziło o te narody, które w historii okazywały się odporne na rosyjskie działania mające rozwalić je od środka. W przypadku Polski o 1920 r., w przypadku Czeczenów o powstania z XIX w.

Przywrócić godność

„Swój »sukces« Rosja zawdzięcza umiejętności budowania siły z procesów rozkładowych i ludzkiego upadku. (…) Z podźwignięciem się człowieka i społeczeństw z nędzy automatycznie nastąpi zmierzch sowieckiej Rosji” – tak o rosyjskiej strategii pisał Henryk Józewski, współpracownik Marszałka Piłsudskiego, a potem jeden z Żołnierzy Wyklętych.

W 2010 r. zaatakowana Polska nie zdołała się podźwignąć z upadku. Zabrakło nam determinacji Ukraińców na kijowskim Majdanie. Ale liczba Polaków, którzy chcą powrotu polskiej tożsamości, rośnie. Stąd też każda próba przywrócenia nam godności niszczona jest z furią przez posługującą się nienagannym polskim rosyjską agenturę wpływu.

Ciągiem dalszym tego artykułu niech będzie film Anity Gargas, której mrówcza praca przyczynia się do przywrócenia Polakom godności. A 10 kwietnia 2014 r. niech wszyscy wolni Polacy spotkają się – jak wiele razy w historii – na Krakowskim Przedmieściu. Do zobaczenia.
Autor: Piotr Lisiewicz
Źródło: Gazeta Polska

Sa tacy urzytkownicy co sie burza,ale i tacy ,ktorzy popieraja Maryle!
Ciekaw jestem tych niepochlebnych opini...


Offline admin

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 219
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 05, 2014, 17:22:12 »
Jeszcze raz odpiszę. Po pierwsze, najważniejszą kwestią z tym artykułem jest brak zgody autora, czy wydawcy na publikację u nas całego artykułu, co już właściwie wystarczy i dalsze dyskusje na ten temat uważam za drugorzędne. Napisałem konkretnie o co chodzi, wskazałem co zrobić, żeby "ocalić" Lisiewicza i uwolnić się od potencjalnego zarzutu nielegalnego reprintu, bo to nie Maryla, ale ja bym oberwał za to. Maryli interpretacja i stwierdzenia, że to moje porachunki, to już temat poniżej poziomu i chyba każdy, kto śledził sprawę wie o co chodzi. O cytowaniu całych artykułów bez zgody autora rozmawialiśmy nie raz na odprawach redaktorów, poza tym regulamin, który wspólnie ustalaliśmy również jasno i wyraźnie o tym mówi. Ani nie prosiłem, ani w żaden sposób nie naciskałem na Marylę, aby wstawiała całe artykuły z Niezależnej, czy Gazety prawnej, co już naprawdę budzi mój niepokój i muszę brać tabletki na spanie... Jeśli tak to odczytała to było nieporozumienie. Rzeczywiście miesiąc temu nie zgłaszałem tego artykułu do przeróbki, ale raczej dlatego, że wszelkie nawet drobne sugestie redakcyjne Maryla interpretuje jako atak personalny z mojej strony i chęć cenzurowania jak za komuny.  Nie po raz pierwszy po prostu już machnąłem ręką dla spokoju.     

Po drugie. To już do Łukasza i Brawura. Gdyby Maryla napisała, że jest taki artykuł Lisiewicza, napisała co o tym myśli i dała krótkie fragmenty na zachętę, to nie byłoby tej dyskusji w ogóle. Ale dała cały artykuł, bez zgody autora, bez konsultacji nawet ze mną i innymi, czy może dać cały, nieuzgodniony, cudzy artykuł. Na reprint, trzeba załatwiać zgodę z autorem i to nie może być tak, że Marylka sobie znalazła artykuł i kopiuj - wklej, bach do Rzeczy i wszyscy muszą bić brawo. Artykuł Lisiewicza, a jeszcze bardziej tego wkurzonego blogera używającego słów takich jak "kanalia" i "swołocz" w stosunku do osób obstawionych armią prawników z niewybrednym tytułem i zdjęciem Michnika i Urbana na zajawce, naprawdę naraziło mnie osobiście na poważne konsekwencje prawne, a nawet proces z Michnikiem, który słynie z wytaczania ich nawet mało ważnym osobom. Jak Maryla chce tak ryzykować, ostrą konfrontację z politykami z pierwszych stron, to na własne konto i proponowałem rozwiązanie, żeby zrobić nowy portal polityczny, gdzie mogła by nieskrępowanie pisać co chce i na kogo. Jeśli weźmie tam "na klatę" ryzyko, to proszę bardzo. Zachęćcie Marylkę, żeby spróbowała, ja chętnie pomogę w budowie, ale teraz naprawdę wolę spać normalnie, a na pewno za cudze teksty i jeszcze zbyt radykalne według mnie nie chcę płacić odszkodowań dla Michnika, czy innego podobnego. Mam ciekawsze pomysły, na co wydawać pieniądze. Choćby na Hawaje, tak zachwalane przez Marylę ;) ...

Po trzecie. Gdyby rzeczywiście treści polityczne były tak bardzo potrzebne naszym widzom mielibyśmy kilka tysięcy użytkowników, wręcz bijących się pod każdym politycznym artykułem, skoro według statystyk codziennie odwiedza nas niemało widzów. Fakty mówią za siebie, artykuły te są czytane po 20-100 razy, a pierwszy jeden film, czy artykuł o malwach uzbierał ponad tysiąc wejść. Rozmawiałem z wieloma osobami i na różne sposoby, wieokrotnie namawiałem do uczestnictwa w społeczności Portalu i prawie nikt nie był zainteresowany, a za przyczynę przymuszony do szczerości podawał, że za bardzo PiS-owskie teksty i nie chce sobie robić obciachu. Poza mną, Marylą, Sokratesem, pozostali przychodzą coraz rzadziej, co gdyby nie duża oglądalność, dająca jeszcze jakieś nadzieje oznaczałoby plajtę projektu, do którego dopłacam niemałe pieniądze i odrzucone inne zlecenia, które uskładały się już na całkiem poważną kwotę. Według założeń jakie miałem przed rokiem, powinny być już z tego Portalu korzyści, a są tylko straty i to moje, konkretne, finansowe. Jeśli Rzeczysedno ma jeszcze istnieć, trzeba wprowadzić zmiany zgodne z oczekiwaniami klientów (widzów), a te są konkretne, na podstawie wielu rozmów jakie z nimi prowadziłem. Czyli mniej agresywnych treści politycznych, więcej ciekawych artykułów tematycznych. I jeszcze co ciekawe większość naszych klientów to przeciętni ludzie wierzący, chodzący co niedzielę do kościoła. I są to osoby nie tyko z PiSu, ale chyba nawet więcej z PO i różnych innych partii. Oni przychodzą przeważnie na filmy, albo żeby włączyć dzieciom bajkę. Nie wierzycie zróbcie ankietę.

Racja ekonomiczna i wszystkie argumenty przemawiają za nowym portalem politycznym, który jeśli będzie zrobiony z charyzmą zdobędzie zainteresowanie a nie te 20 - 100 wejść urwane widzom, zainteresowanym głównie treściami kulturalnymi. Na Rzeczysedno ani polityczni się nie pożywią, ani nie pozyskamy nowych użytkowników jeśli będziemy uparcie się trzymać obecnej linii łączenia treści kulturalnych i chadeckich z radykalnie prawicową flanką PiS-u. Czy proponowanie Maryli pociągnięcia takiego portalu jest moją złą wolą, oceńcie sami... Pozdrawiam :)

PS. Zapomniałem odpowiedzieć na zarzut o usuwaniu postów. Który post Ci, Marylko usunąłem? Przesunąłem tylko wątek, którego treść sama skasowałaś, zamiast przeredagować, a to był w całości cudzy artykuł. Poza tym dyskusja jaka się pod tym pustym wątkiem wywiązała, dotyczyła tajemnic służbowych, które nie są do wynoszenia na widok publiczny. Wątek, na którym piszemy teraz przesunąłem do Twojego działu z widocznym przekierowaniem, więc kto chce, może do niego dotrzeć.
« Ostatnia zmiana: Maj 05, 2014, 19:06:38 wysłana przez admin »

Offline Brawur

  • Użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 134
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #11 dnia: Maj 05, 2014, 18:54:58 »
A na Twoje pierwsze zdanie ... to juz masz jakis sprzeciw?
Potem poszukam co jeszcze ,ale mysle ,ze autor sie cieszy,ze rozpowszechniamy...
i Tyle...



Offline admin

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 219
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #12 dnia: Maj 05, 2014, 19:15:09 »
Cytuj
A na Twoje pierwsze zdanie ... to juz masz jakis sprzeciw?
Potem poszukam co jeszcze ,ale mysle ,ze autor sie cieszy,ze rozpowszechniamy...
i Tyle...
Prawo autorskie w Polsce jest restrykcyjne, a jeśli nie dostałem sprzeciwu, czy pozwu to raczej traktuję z ulgą, że może nie chciało się komuś fatygować. Ale dziękuję bardzo za stres przy każdym odświeżaniu skrzynki, czy nie będzie tam mejla od autora, wydawcy, czy prawnika od Michnika ;) Każda rozmowa z Marylą na ten temat kończy się tak jak wyżej :(

Offline Uczen_Sokratesa

  • Użytkownik
  • *****
  • Wiadomości: 1240
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #13 dnia: Maj 05, 2014, 21:34:06 »
Ja bardzo proszę wszystkich o unikanie komentarzy ad personam. Jeśli już ktoś koniecznie musi, to proszę używać czatu.
Ps. Prawa autorskie to śliski temat. Nawet Google tak naprawdę ich nie przestrzega. Ich praktyka usuwania po sygnale jest wybiegiem.
Minimalny standard to podawanie źródła.

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #14 dnia: Maj 05, 2014, 21:49:50 »
I znowu po raz kolejny muszę prosić Admina/Marcina, żeby prowadził dyskusję merytoryczną. Dyskusja - by miała sens - musi być na temat i dotyczyć spraw, a nie być nieustannie prowadzona ad personam. A jeśli - być może - nie posiada umiejętności dyskusji bez osobistych wycieczek - proponuję, by już zamknąć ten temat. Nie lepiej coś poczytać w sieci? Posłuchać muzyki? Wyjść na spacer? Myślę, że będzie miało to lepszy skutek niż takie bicie piany.

Offline admin

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 219
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #15 dnia: Maj 05, 2014, 22:45:42 »
Marylko, gdzie napisałem coś ad personam. Zarzucanie komuś a priori, ad personam to też jakieś ad cośtam... Nie sądzisz? ;)
Zdanie:
Cytuj
Ty chciałbyś mi tak przywalić, by to co Ty piszesz widzieli wszyscy, ale jednocześnie chciałbyś, by moje odpowiedzi nie były dla nikogo widoczne.
To jako jakie ad cośtam mam traktować? Nigdy nie chciałem Ci przywalić, a pisanie o jakichś naszych osobistych nieporozumieniach, które są czymś normalnym w każdym zespole, to tak jak mówi wyżej Sokrates na PRIV, a nie wywlekać na forum publiczne, gdzie mogą to czytać nie tylko nasi znajomi i użytkownicy, ale też konkurencja, która zapewne z radością kibicuje, czemuś takiemu. Dowcipne i bez żadnego świadomego, obraźliwego słowa drobne aluzje to nie zbrodnia. A freudowskie przejęzyczenia to już są poza kontrolą. Gorsze rzeczy ludzie robią i nie ma tragedii. Za to Twoje działania już przynoszą poważne straty wizerunkowe, a nieuzgodnione przesuwanie ważnych treści do niewidzialnego katalogu niszczy reputację Portalu. To jest owoc pracy wielu osób, nie tyko Twojej. Zwłaszcza jeśli to była prawie połowa treści, czyli bardzo ważny wkład w kształt Portalu. To się przekłada na moje i Sokratesa straty materialne, a i może Puella oceniać to jako materialną, a na pewno sentymentalną stratę. Jest to też, być może nieodwracalna utrata wielu widzów, którzy przychodzili na Portal ze względu na Twoje treści. Odbudowa reputacji i klientów, może po tym wszystkim być trudna i być może nawet nierentowna. Miej świadomość, że przez nieadekwatne reakcje pozbawiłaś na znaczną sumę konkretnych dochodów mnie, Sokratesa i Puellę, co może być wartością większą niż nawet długa wycieczka na Hawaje...   

Hang loose!... ;)
« Ostatnia zmiana: Maj 05, 2014, 22:50:56 wysłana przez admin »

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 05, 2014, 22:56:37 »
Na spacer....naprawdę idź na spacer Admin/Marcin :D  Ochłoń.  I już przestań tutaj wypisywać głupoty, jeśli faktycznie zależy Ci na tym portalu. Bo to Ty człowieku kolejny raz robisz siarę, nikt inny. 

Offline admin

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 219
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #17 dnia: Maj 05, 2014, 23:13:41 »
Czy to ja zacząłem całą tą dyskusję z Adminem. Napisałem tylko uwagę o potrzebie korekty tekstu. Reszta nie powinna być na wątku... Prywatnie możemy gadać o wszystkim, ale to poszło na wizję...

Offline marylaossowska

  • Moderator
  • ******
  • Wiadomości: 2294
Odp: Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku
« Odpowiedź #18 dnia: Maj 06, 2014, 15:33:20 »
Ażesz daj już spokój.  Posłuchaj fajnej muzyki chill out i skończ wreszcie waści, wstydu oszczędź  :D



PS. Nie wiem w jakim celu Adminie/Marcinie pisałeś mijające się z prawdą elaboraty, jak powyżej. Zapewne po to, by przekonać czytelników, że to Ty jesteś jedynym właścicielem portalu, gdy właścicieli było czterech. Oraz - ewidentnie - by przyprawić mi gębę (Ty regularnie pisałeś hochsztaplerskie teksty ad personam "na wizji", jednocześnie zastrzegając sobie, że ja nie mogę "na wizji" odpowiadać, ponieważ rozmowy takie powinny być toczone prywatnie - i czego ja się trzymałam).

Jednocześnie usilnie starałeś się robić wrażenie, że świetnie dogadujesz się z innymi współwłaścicielami portalu, co było bardzo dalekie od prawdy. Efektem Twojej działalności - której nie da się inaczej nazwać jak oszustwem i kradzieżą cudzej pracy - jest odejście z portalu całego zespołu redakcyjnego oraz prawie wszystkich piszących. Pozostają Ci napisane już przez nas treści i martwe profile bez awatarów.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 18, 2014, 06:21:07 wysłana przez marylaossowska »

 


Poniżej przegląd wątków w tym dziale

Jeśli nie wyświetlają się filmy z YouTube, odśwież, wyczyść pamięć podręczną przeglądarki, sprawdź aktualność wtyczki Flashplayera :)
Kwiecień 23, 2014, 18:48:14 wysłana przez marylaossowska | Wyświetleń: 2867 | Komentarze: 11

__Prorosyjscy separatyści ze wschodniej Ukrainy porwali pracującego dla telewizji informacyjnej Vice News amerykańskiego dziennikarza Simona Ostrovsky'ego. Od wielu tygodni reporter relacjonował kryzys na Krymie i we wschodniej Ukrainie.

Kolejne odcinki jego reportaży zatytułowanych "Russian Roulette" umieszczaliśmy na portalu: http://www.rzeczysedno.pl/index.php/topic,4254.0.html

Na zdjęciu po lewej zrobionym 13 kwietnia, reporter Simon Ostrovsky stoi obok zamaskowanego i uzbrojonego separatysty prorosyjskiego przed budynkiem milicji w Słowiańsku, 25 km od ukraińskiej granicy z Rosją. 
_
foto: Efrem Lukatsky/The Associated Press

...
Kwiecień 12, 2014, 21:28:55 wysłana przez marylaossowska | Wyświetleń: 1791 | Komentarze: 1

__Pytanie o wolność mediów spotyka się w dzisiejszej Rosji z uśmieszkiem. Jeśli rozmawiasz ze zwyczajnym Rosjaninem będzie to uśmiech sceptycyzmu: "Wolność mediów? Wolność słowa? Nie bądź durny, nie ma czegoś takiego". Jeżeli rozmawiasz z dziennikarzem, szczególnie tym z prowincji, pracującym w państwowych mediach, uśmiech jest smutny i podszyty goryczą. Kryją się pod nim utracone zawodowe ideały i niemożność pisania o istotnych dla społeczeństwa sprawach, frustracja z powodu cenzury, wstyd ulegania nieustannej samocenzurze. Rosyjskie media technologicznie wkraczają w XXI wiek, ale telewizja cyfrowa, internetowe media czy błyszczące okładki czasopism ale mają bardzo mało wspólnego z wolnością słowa.
_

Dziennikarstwo w Rosji przeżywa poważny kryzys. Za...
Kwiecień 08, 2014, 22:04:51 wysłana przez marylaossowska | Wyświetleń: 2025 | Komentarze: 2

Film jest echem podróży do Polski, zarejestrowanym okiem kamery Maggie Okulskiej. Oto jej reminiscencje z wędrówki po naszym kraju:

"Droga Polsko! Co za wibracje!
Żyjemy w dziwnym świecie, nie uważasz? Każdy z nas ma własne opinie na temat innych krajów, nacji, języków… i większość z nich pochodzi z tego co “ktoś powiedział” lub “gdzieś to usłyszałem” - a nie z własnego doświadczenia. Podróżując po świecie, spotykałam się z wieloma różnymi opiniami o Polsce (o “mnie” jako Polce) - negatywnymi i pozytywnymi. Urodziłam się w Krakowie, jednak od dziecka przemieszczałam się i mieszkałam w wielu miejscach. Osobiście, widzę siebie jako obywatelkę świata. Zatem postanowiłam na własne oczy zobaczyć, a także zdokumentować - jak jest obecnie w Polsce? Mianowicie, w 2012 spakowałam moją kamerę i wyruszyłam do Polski. W ciągu 2-tygodni przejechałam ponad 1120 km pociągiem, od morza do gór. Odwiedziłam duże miasta jak Gdańsk, Kraków, Warszawa; zasmakowałam
...
Kwiecień 08, 2014, 21:21:28 wysłana przez marylaossowska | Wyświetleń: 4675 | Komentarze: 18

_Wstrząsający artykuł Piotra Lisiewicza o genezie katastrofy smoleńskiej, zacieraniu śladów i przywracaniu Polakom godności. Artykuł poniższy został opublikowany w Gazecie Polskiej.

Jako dopełnienie artykułu Lisiewicza gorąco polecam film Anity Gargas Anatomia Upadku.

Obie części filmu można obejrzeć tutaj: http://www.rzeczysedno.pl/index.php/topic,4372.msg7380.html#msg7380
_
foto: Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta

Anatomia zbrodni - no to opowiem Wam, co zdarzyło się w Smoleńsku

Pijany Wania z zepsutym traktorem słuchający ruskiego disco, zdolny do bezmyślnej brutal
...
Kwiecień 08, 2014, 20:00:50 wysłana przez marylaossowska | Wyświetleń: 1827 | Komentarze: 0

Rosyjska propaganda próbuje przekonywać cały świat, że mieszkańcy wschodniej Ukrainy są bardzo pro-rosyjscy. Kibice dwóch rywalizujących ze sobą klubów z tej części Ukrainy - Metalista Charków i Szachtara Donieck WSPÓLNIE pokazali co naprawdę myślą o Władimirze Putinie. Interesujące, jak ich wspólna przyśpiewka "Putin ch..." spodobała się władzom na Kremlu :) Okazuje się, że nie tylko w Polsce kibice piłkarscy są patriotami.



Źródło: http://censor.net.ua/video_news/279777/lozung_putin_hulo_stanovitsya_lyubimoyi_krichalkoyi_ukrainskih_futbolnyh_fanov_video
Strony: [1] 2 3 4 5 ... 35
Prezentowane na stronie zewnętrzne materiały multimedialne nie są częścią naszego serwisu. Oprogramowanie Aeva oraz inne skrypty przetwarzają metodą framingu odnośniki internetowe do kanałów lub stron, na których są prezentowane te materiały. Nośniki i strumienie znajdują się na serwerach należących do właściwego nadawcy prezentującego publicznie treści multimedialne (np: YouTube). Wszelką odpowiedzialność za udostępnione treści ponoszą właściciele kont (kanałów), którzy je publicznie udostępniają ("wyświetlają"). Nasz serwis nie ma w tym żadnego udziału ani wpływu.