* Info

* Tematy

* Filmy

* Muzyka

* Kącik dla dzieci

* Kluby

* Informacje

Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium. Imperet illi Deus, supplices deprecamur: tuque, Princeps militiae Caelestis, satanam aliosque spiritus malignos, qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen.

Autor Wątek: Balcerowicz może zostać, ale...  (Przeczytany 640 razy)

Offline Teofil

  • Administrator
  • ****
  • *****
  • Wiadomości: 566
Balcerowicz może zostać, ale...
« dnia: Maj 30, 2015, 17:20:58 »
 
W ostatnim czasie rośnie w siłę ugrupowanie NowoczesnaPL, Ryszarda Petru, któremu patronuje Leszek Balcerowicz. Czy warto brać pod uwagę opinie wylęknionego księgowego, panicznie bojącego się każdego wydatku?... Ten znany ekonomista, autor polskich reform przez jednych uwielbiany i traktowany jak wyrocznia, przez innych ostro krytykowany. W ostatnim czasie dał się poznać jako krytyk zarówno socjalnych postulatów PiS-u, jak też zadłużania kraju przez sympatyzującą z nim PO. Dziś ten ekonomista i polityk próbuje, z pomocą swojego ucznia, zbić kapitał polityczny na części elektoratu tej ostatniej, która przechodzi poważny kryzys po zwycięstwie w wyborach prezydenckich kandydata PiS Andrzeja Dudy.

Moja ocena Balcerowicza, z pozycji prawicowca, sympatyzującego bardziej z PiS-em niż innymi prawicowymi ugrupowaniami jest dosyć krytyczna, ale nie jednoznacznie. Choć jest to już dziś były polityk, jak sam podkreśla, nadal pozostaje postacią medialną o dużym wpływie, kształtując opinie w kwestiach ekonomicznych. Czy jego niedawna, autorytarna krytyka obietnic socjalnych Dudy, musi dyskwalifikować go w oczach tych, którzy naprawdę chcą, aby Duda spełnił te obietnice i zrobił to w sposób bezpieczny dla gospodarki, czy może jednak warto wysłuchać tych argumentów, które wyraźnie wynikają z jego deklarowanej troski o dobro polskiej gospodarki?...

Panu profesorowi Leszkowi Balcerowiczowi trudno zarzucić złą wolę i brak rozeznania. Niewątpliwie jest wybitnym analitykiem i potrafi trzeźwo ocenić stan polskiej gospodarki, zauważając gorące miejsca i dziury, powodujące poważne straty dla budżetu i tym samym nierentowność pewnych sektorów. I jest to na tyle rzetelna i obiektywna analiza, że nie można mu zarzucić błędu. Jednak podstawowy problem i jednocześnie przyczyna mojej krytycznej oceny leży w jego podejściu do rozpoznanego problemu i proponowanych rozwiązaniach.

Ekonomista znany jest z przesadnej koncentracji na rentowności i wręcz panicznego lęku przed jakąkolwiek stratą. Zysk i strata stają się w jego ujęciu dualistyczne i stanowią przeciwstawne sobie wartości na poziomie niemalże dobra i zła moralnego. Wyznaje on szkołę, że wszystko musi się opłacać, a jak się nie opłaca to jest złe. Później możemy usłyszeć jeremiady na temat grożącej tragedii, dla budżetu, gdy ktoś z opozycji zgłasza jakiś projekt socjalny, czy jest jakiejś grupy zawodowej z budżetówki, żądającej podwyżek. Stąd bierze się autorytarna krytyka własności państwowej i bezkrytyczna wiara, że prywatyzacja jest receptą na wszystko. Również tenże od dawna namawia i z uporem przekonuje do takich działań jak likwidacja nierentownych w jego ocenie dużych państwowych zakładów itd.

I tak, z pozoru słuszne, biznesowe podejście, nastawione na redukcję tego, co nierentowne, doprowadziło do sytuacji, że w imię takiej prorentowności dopuszczono do likwidacji lub dzikiej prywatyzacji polskich stoczni, kopalń, hut, przemysłu ciężkiego i innych wielkich zakładów pracy. Wszystko w imię redukcji wydatków państwa na to co nierentowne. Niestety zadziałał efekt motyla i jednocześnie wygenerowało to duże bezrobocie, deindustrializację Polski i utratę konkurencyjności naszego kraju w tych dziedzinach, na czym skorzystali głównie Niemcy. Tak zachwalana przez profesora prywatyzacja, doprowadziła do wykupu przez obcych inwestorów, często za bezcen, wielu najlepszych polskich zakładów, wraz z parkiem maszynowym, patentami i kadrą. Owszem te zakłady, które przetrwały reformy Balcerowicza, stały się dziś dużo bardziej rentowne niż były pod państwowym nadzorem, ale z całej zdobytej przez nich rentowności korzystają dziś właśnie ci obcy inwestorzy, którzy na dodatek korzystają z ulg podatkowych, a zyski wyprowadzają za granicę. W konsekwencji nasze państwo straciło również pełną kontrolę nad sektorami strategicznymi z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa gospodarczego, co stanowi potencjalne zagrożenie, a na pewno w znacznym stopniu ogranicza możliwości kontroli oraz urbanistycznego, sterowanego przez państwo, rozwoju. Stało się tak, ponieważ decyzje zależą już od woli prywatnych inwestorów, na które często wpływają nieprzewidywalne trendy na rynku. W ostatecznym rozrachunku wyszliśmy, jak widać, na tym interesie  gorzej, choć rachunki na liczydłach się zgadzają i budżet się jakoś dopina, po zrolowaniu astronomicznych długów państwa. Podnoszone przez środowiska patriotyczne i zwykłych ludzi (pamiętających czasy, gdy te nieistniejące już dziś wielkie zakłady działały, gdy Polska była krajem bardziej zindustrializowanym) zarzuty o wyprzedaż majątku narodowego i właśnie niszczenie polskiego przemysłu, są tu uzasadnione, bo jedynym usprawiedliwieniem była tu stwierdzona nierentowność, często jedynego zakładu w jakiejś miejscowości.

Jak widzimy, polityka ekonomiczna pana Balcerowicza i jego następców wyznających ten sam sposób myślenia, w ostatecznym rozrachunku, pomimo rozwoju gospodarczego, według wskaźników ekonomicznych i pozytywnej oceny  jego reform przez część ekonomistów, w wielu aspektach nie jest satysfakcjonująca dla większej części społeczeństwa, która nie korzysta z dobrodziejstw tego rozwoju, doświadczając bezrobocia lub minimalnego wynagrodzenia, a oglądane w telewizorach kolorowe słupki wskaźników makroekonomicznych, jakimi się chwalą politycy, nie wzbudzają w nich entuzjazmu. Co prawda Polska zdaje się nie być już biednym krajem, ma dosyć stabilną walutę i budżet się domyka. Istnieje też wiele dość dobrze prosperujących małych i średnich przedsiębiorstw z polskim kapitałem, jednak nasz kraj na skutek tej polityki stracił właśnie znaczną część tych dużych przedsiębiorstw, zatrudniających tysiące pracowników i świadczących o pewnym potencjale i prestiżu naszego państwa. Dziś zawiedzeni dawni pracownicy, otrzymujący głodowe zasiłki, lub pracujący na śmieciowych umowach, patrzą ze smutkiem na ruiny swoich dawnych miejsc pracy, które dawały im poczucie jakiegoś bezpieczeństwa finansowego i nierzadko z nostalgią wracają do czasów komunistycznych, z których te reformy Balcerowicza miały ich wyprowadzić do dobrobytu, jakiego jednak nigdy się nie doczekali...

Takie obiekty, jak oczywiście nierentowne dla Balcerowicza stocznie, są nie tylko przedsiębiorstwami, które mają przynosić zyski, ale również świadczą właśnie o sile i potencjale cywilizacyjnym naszego kraju, który może korzystać z własnych zasobów, myśli technicznej i rodzimych technologii, pozwalających na budowę własnej floty, co niekoniecznie musi być rentowne, ale ma wartość referencyjną. Również kopalnie, pomimo spadku popytu na naszą odmianę węgla, nie są tylko nierentownymi przedsiębiorstwami, które Balcerowicz chciałby czym prędzej zlikwidować i zastąpić czymś bardziej opłacalnym. Węgiel to nasze zasoby naturalne i dopóki je mamy, trzeba z nich korzystać i o to właśnie nasze państwo powinno zadbać za pomocą odpowiednich regulacji. Takie duże przedsiębiorstwa mogą też spełniać ważną rolę bufora, niwelującego skutki wzrostu bezrobocia w czasach kryzysów, zapewniając bezrobotnym zatrudnienie interwencyjne. Lepiej i taniej dla państwa zbudować jakiś nadprogramowy statek, czy wykopać trochę więcej węgla na skład, niż leczyć skutki strukturalnego bezrobocia w jakimś regionie. To oczywiście pewien wydatek, który zapewne w umyśle pana Balcerowicza jest niebezpieczny dla gospodarki, bo trzeba wydać trochę pieniędzy. I oczywiście mrożące krew w żyłach pytanie, "skąd je wziąć?".

Polityka szkoły Balcerowicza, nastawiona wyłącznie na rentowność i minimalizację wydatków państwa się w ostatecznym rozrachunku mści, powodując brak zdrowej dywersyfikacji i zrównoważonego rozwoju gospodarczego, który nie polega tylko na tym co się opłaca, ale na rzeczywistym rozwoju cywilizacyjnym i społecznym państwa, który niekoniecznie musi się wiązać z wysokim wskaźnikiem PKB. Kapitał trzeba czasem wydawać, bo przesadne oszczędzanie na wszystkim i zaniedbywanie wydatków bieżących i inwestycji w to co nie zawsze jest rentowne, może generować jeszcze większe koszty wynikające z zaniedbań. Sprawdza się tu stare przysłowie, że chytry traci podwójnie.

Rozwój cywilizacyjny państwa nie może polegać jedynie na tym co się opłaca i nie może dotyczyć wyłącznie gospodarki, PKB i dbania o dobre wskaźniki makroekonomiczne. Podstawowym celem rozwojowym powinno być realne, a nie tylko sondażowe zadowolenie obywateli, którzy bez ograniczeń ekonomicznych, politycznych, czy prawnych, mogą w tym państwie zaspokoić całą piramidę potrzeb Maslowa. Miarą sukcesu państwa nie są tylko dobre wskaźniki PKB i nawet widoczna duża zamożność elit, gdy znaczna część społeczeństwa nie może nawet zaspokoić podstawowych potrzeb, czy wobec braku perspektyw na poprawę bytu, szuka lepszego życia na emigracji zarobkowej.   

Również bardzo nierentowna dla profesora jest w ogóle polityka socjalna państwa. Najchętniej pozbyłby się w ogóle socjalu, bo to wydatek, rozdawanie pieniędzy i marnotrawstwo środków budżetowych, czyli strata, a więc zło. I każdy kto to chce robić jest w jego ocenie nieodpowiedzialnym politykiem, populistą oszukującym ludzi, bo "skąd weźmie na to pieniądze?". Istnieją potrzeby fundamentalne, które każdy człowiek musi mieć zaspokojone, aby przeżyć i zachować zdrowie. Jest też pewien poziom potrzeb, które nie są niezbędne do przetrwania, ale bez których współczesny człowiek nie może godnie żyć. Jeśli więc z jakiegoś powodu (bezrobocie, inwalidztwo, niezdolność do pracy) część obywateli nie może uzyskać środków na zaspokojenie tych potrzeb, musi je pozyskać w inny sposób. Najczęściej będzie to państwowa opieka socjalna. Jeśli więc państwo w takiej sytuacji za namową Balcerowicza chciało by oszczędzać na podstawowym socjalu, ci ludzie, aby przeżyć będą musieli te pieniądze zdobyć w inny sposób, czyli pożyczając, żebrząc pod kościołem lub kradnąc. W ten sposób na innych obywateli będą i tak przerzucone te koszty i mogą być dużo wyższe, gdy dojdzie do wzrostu przestępczości. Bezpośrednie dotacje celowe, przeznaczone dla takich osób nie tylko nie muszą generować dodatkowych kosztów, ale wręcz, paradoksalnie mogą je obniżyć, ponieważ ominą machinę biurokratyczną, która przejada dużą część tych pieniędzy. 

Kontestowane przez profesora obietnice wyborcze nowego prezydenta Andrzeja Dudy, które zasadniczo dotyczą wspomnianego wyżej podstawowego socjalu dla biednych (państwo i tak musi w ten czy inny sposób wspierać ich poprzez opiekę społeczną lub ZUS) i wieku emerytalnego (który jeszcze nie ma istotnego znaczenia dla gospodarki), wbrew typowego dla tej szkoły lęku przed nierentownością i wydatkami oraz wyliczoną z sufitu kwotą nawet 300 mld. zł, jakie będą na to potrzebne, są znacznie przesadzone. Jeśli biedna rodzina dostanie na dziecko 500 zł to już nie weźmie tego z opieki społecznej, czy innych budżetowych źródeł. Podobnie przy zwolnieniu z podatku od najniższych pensji i głodowych rent. Ci ludzie będą już mogli np. zapłacić rachunki, kupić leki, nowe ubrania, usługi towary, wzrośnie popyt. Więc znając podstawową zależność, że rozwój gospodarki napędza popyt, również paradoksalnie może się to przyczynić do ożywienia gospodarczego, które zbiegnie się też z zapowiadanym ożywieniem światowej gospodarki, po wieloletnim kryzysie. Więc jak widać Państwu bardziej opłaca się w czasie kryzysu, a zwłaszcza przy spodziewanym wychodzeniu z niego, oddłużanie i socjal dla najbiedniejszych, zamiast ratowania upadających, komercyjnych banków, które powinny same sobie radzić. Poza tym w cywilizowanym państwie, zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych wszystkich obywateli powinno być naturalnym priorytetem i dopiero po jego realizacji, można zająć się innymi wskaźnikami rynkowymi i porównywać w rankingach giełdowych. Taka polityka powinna się również przełożyć na zadowolenie obywateli i większe bezpieczeństwo wewnętrzne. Ludzie, którzy mogą zaspokoić przynajmniej podstawowe potrzeby bytowe nie będą skłonni do agresywnych i radykalnych postaw i powinna również zmniejszyć się przestępczość oraz poprawić demografia. Polityka wiecznego zaciskania pasa i nastawienie wyłącznie na to co rentowne, aby potem z zadowoleniem chwalić się dobrym wskaźnikiem PKB i "zieloną wyspą" na kredycie unijnym, niekoniecznie musi być dobra. Państwo nie jest też komercyjną firmą, dla której rzeczywiście priorytetem jest zysk, ale raczej dużym gospodarstwem domowym dla jego obywateli.

Podsumowując politykę pana Leszka Balcerowicza, w świetle powyższych analiz nie wypada ona dobrze i chciało by się powtórzyć stare motto Leppera. Jednak pomimo tej krytyki szkoły jaką ten pan reprezentuje i tego sposobu myślenia o gospodarce i w ogóle takiej wizji rozwoju państwa, warto wziąć pod uwagę jego niewątpliwie cenne opinie i analizy. Trzeba bowiem przyglądać się tym gorącym punktom i dziurom, którymi ucieka kapitał i tam, gdzie można poprawić rentowność lub ograniczyć zbędne koszty należy to robić. Jednak uważam, że podstawowym kryterium i fundamentem powinno być właśnie zaspokojenie tych podstawowych potrzeb obywateli, co powinno być niezbywalnym obowiązkiem państwa i dopiero od tego pułapu można mówić o innych rzeczach. Według takiej hierarchii powinna być budowana zdrowa gospodarka, czyli najpierw najbiedniejsi i dopiero inne rzeczy, według kryterium ważności, niezbędności i przydatności. Ekonomia państwa nie może być taka sama jak księgowość firmy nastawionej wyłącznie na zyski i maksymalnie redukującej wydatki. Pomimo takiego podejścia sam Balcerowicz mało krytykuje rzeczywiste marnowanie środków budżetowych na jakieś fanaberie. Dzisiaj niestety, często na bardzo drogie gadżety i mało ważne inwestycje idą ogromne, wielomiliardowe fundusze, a potem rządzący mówią, że nie ma pieniędzy dla kilku tysięcy matek poświęcających swoją karierę i zdrowie dla chorego dziecka. To można zmienić i trzeba zmienić...

 


 
« Ostatnia zmiana: Maj 31, 2015, 01:45:32 wysłana przez Marcin »

 


Prezentowane na stronie zewnętrzne materiały multimedialne nie są częścią naszego serwisu. Oprogramowanie Aeva oraz inne skrypty przetwarzają metodą framingu odnośniki internetowe do kanałów lub stron, na których są prezentowane te materiały. Nośniki i strumienie znajdują się na serwerach należących do właściwego nadawcy prezentującego publicznie treści multimedialne (np: YouTube). Wszelką odpowiedzialność za udostępnione treści ponoszą właściciele kont (kanałów), którzy je publicznie udostępniają ("wyświetlają"). Nasz serwis nie ma w tym żadnego udziału ani wpływu.